Trwa ładowanie...

Dwie twarze szefa. Jak go rozgryźć, by dostać awans

Musisz być jednocześnie dobry i zły, wspaniałomyślny i pozbawiony skrupułów, zdolny do największych poświęceń i zupełnie bezideowy.

Share
Dwie twarze szefa. Jak go rozgryźć, by dostać awans
d3lughv

Pewien amerykański psycholog, podpisujący się jedynie literą V., dowiódł, że menedżerskie funkcje często sprawują ludzie o szczególnym typie osobowości – przestępcy, gangstera, bossa mafii. Niech cię nie zwiedzie ich nienaganny wygląd i nieskazitelne maniery. Pod miłą powierzchownością kryje się wszystko, co nasze społeczeństwo piętnuje od wieków: przebiegłość, intrygi, manipulacje, dwulicowość i cynizm. Z drugiej jednak strony, to właśnie tacy szefowie są najbardziej skuteczni. Może więc warto nauczyć się od nich paru sztuczek?

*Wady partnerów mnóż przez dwa… i przez dwa dziel ich zalety * Zawsze zakładaj, że twoi współpracownicy są gorsi, niż się na pierwszy rzut oka wydają. Zwłaszcza gdy kogoś dopiero co poznałeś, przyjmij, że jest to nędzna kreatura, która chce ci zaszkodzić. Że dybie na twe stanowisko. Że jest wstrętnym lizusem. Że donosi na ciebie i obmawia za plecami. A co, jeśli się potem okaże, że jest to wspaniały człowiek – prawdziwy przyjaciel, na którego zawsze możesz liczyć? Tylko pozazdrościć ci takiej pomyłki. Lepiej jest się zdziwić pozytywnie, niż gorzko rozczarować. Zbytnia podejrzliwość i nadmierna ufność – z obiema żyje się trudno. Ale za naiwność więcej się płaci. I jeszcze jedno – nawet gdy ktoś był tobie życzliwy sto razy, nie wiadomo, czy za sto pierwszym razem nie wbije ci noża w plecy. Skoro samego siebie nie zawsze jesteś pewny, jak możesz polegać na innych ludziach? Ich uczucia, przekonania i interesy wcale nie muszą być stałe. Bądź czujny! Nie bez powodu się mówi: uchroń mnie, Boże, od przyjaciół, bo
z wrogami sobie sam poradzę.

d3lughv

Skoro już musisz kogoś uderzyć, zrób to tak mocno, aby nie był w stanie oddać ciosu. Zasada „jeńców nie bierzemy”, choć budzi opory moralne, jest skuteczna i słuszna. Bądź pewien, że litość okazana wrogowi wcześniej czy później obróci się przeciwko tobie. Zapamięta on, że go uderzyłeś, a nie to, że jednak łaskawie darowałeś mu życie. Zamiast wdzięczności, spodziewaj się z jego strony odwetu. Zemsta jest tylko kwestią czasu. Znasz pewnie menedżera (zresztą niejednego), który chciał zwolnić podwładnego, ale pod wpływem jego łez i błagań zmienił decyzję. Czy ocalony pracownik był lojalny? Czy starał się bardziej, pracował lepiej, sumienniej, wydajniej? Wręcz przeciwnie. Człowiek ten już nie ufał firmie, która w pewnym momencie postanowiła się go pozbyć. Stracił całą motywację. Nawet jeśli czuł odrobinę wdzięczności wobec szefa, to jego frustracja była większa. Nie mógł darować zwierzchnikowi, że ten uznał go za gorszego od innych. Że to jego przeznaczył do odstrzału. Przy pierwszej okazji odszedł do nowej
firmy, starą obsmarował w mediach, a byłemu przełożonemu wytoczył proces w sadzie.

Jeśli już musisz posłużyć się nożem wobec kogoś, przekonaj go, że jesteś chirurgiem. Nie stosuj drastycznych metod, przeciwnie – unikaj ich. Gdy jednak jest to niemożliwe, przekonaj przeciwnika, że to dla jego dobra. Aby uśpić jego czujność, czasem wystarczy powiedzieć, że skuteczne lekarstwo jest zawsze gorzkie.

Chcesz ukarać kolegę, przez którego cały dział już od miesięcy nie dostaje premii? Wkręć delikwenta w projekt, który go przerasta. Gdy powinie mu się noga, szef wyrzuci go na zbity pysk. A nuż jego miejsce zajmie ktoś lepszy, bardziej odpowiedzialny, kto nie będzie psuł wyników całego zespołu. Oczywiście, powiedz temu koleżce, że oferowane mu zadanie jest dla niego wielką szansą – na odbudowanie reputacji, a nawet na podwyżkę czy awans. Wyolbrzymiaj korzyści, jakie może przynieść mu ów projekt, pomniejszaj zaś związane z nim trudności, wymagania i niebezpieczeństwa.

Gdy nieudacznik zrozumie, że wprowadziłeś go na minę, miej gotową formułkę obrony. Mów wszystkim, że chciałeś biedakowi pomóc, ale był zbyt słaby, by wykorzystać okazję, która mogła zrobić z niego bohatera. Zawsze wyciągaj kasztany z ognia cudzymi rękami
związki zawodowe oraz bezpośrednich zwierzchników owego „małego Hitlerka”? Tak naprawdę każdy ma go serdecznie dość, więc twoje niedopowiedzenia, półsłówka, sugestie wywołują lawinę sprzeciwu. Aż wreszcie jakiś śmiałek głośno mówi to, co inni szepcą po kątach. Nieważne, czy jest to ktoś z korporacyjnych wyżyn czy z dołów. Ważne, abyś nie był to ty. Nie podpisuj się pod czymś, co może skończyć się porażką. Taka partyzantka nie jest zła, o ile jest skuteczna.

d3lughv

Nie bądź marionetką, raczej sam pociągaj za sznurki. A w razie niepowodzenia uchylisz się od odpowiedzialności. Takie podejście jest dowodem tchórzostwa? Może w przypadku innych. Asekuranctwo w twoim wydaniu to przejaw najwyższej inteligencji i sprytu. Odwaga – zawsze, ryzykanctwo – nigdy.

Najskuteczniejszą obroną jest opuszczenie pola ostrzału

Rób wszystko, aby kojarzono cię jedynie z sukcesami, a nie z porażkami firmy. Kiedy korporacja świętuje triumfy, stań na przedzie, a kiedy rozlicza z niepowodzeń, trzymaj się w cieniu. A nuż nikt nie przywoła twego nazwiska. Gdy się to jednak stanie, idź w zaparte. Powiedz, że wprawdzie uczestniczyłeś w feralnym projekcie, ale za jego realizację odpowiada pan X, który zawsze ignorował twoje uwagi i sugestie.

Jeśli dostałeś cynk, że szef chce wziąć cię na dywanik, weź sobie kilka dni urlopu albo idź na chorobowe. Może zwierzchnik zapomni albo grzechy innych pracowników przyćmią twoją pomyłkę. Jeżeli jednak zdarzyła ci się grubsza wpadka, musisz wskazać kozła ofiarnego – najlepiej telefonicznie lub w mailu. Z dystansu będziesz mógł skorygować działania, opracować plan naprawczy i ukarać osobę uznaną za winną. Jeśli dobrze rozegrasz sprawę, może nawet dostaniesz nagrodę za ugaszenie pożaru w firmie.

Mirosław Sikorski

Inspiracją do napisania tego teksty były książki:

- Bolesław Rafał Kuc, Marcin Żemigała „Menedżer nowych czasów” (Onepress 2010) - V. „Menedżer jak mafioso” (StudioEMKA 1997)

AS

d3lughv

Podziel się opinią

Share
d3lughv
d3lughv