Europejska lista płac

Potrzebujemy utalentowanych, wykształconych, pracowitych osób z Polski" - ogłosił ostatnio Tom McCabe, szkocki minister finansów. W sierpniu rząd Irlandii oplakatował polskie miasta billboardami z hasłem "Rozwiń swoją karierę zawodową. Irlandzkie firmy rekrutują cieśli, inżynierów, elektryków". Pracowników z Polski poszukują także Finowie i Szwedzi. W Unii Europejskiej może już pracować nawet 2 mln Polaków.

Obraz
Źródło zdjęć: © AFP

Podczas gdy Polacy masowo wyjeżdżają za granicę, rodzimym przedsiębiorcom zaczyna brakować rąk do pracy, pustoszeją polskie budowy, szpitale, nie ma kto obsługiwać klientów w hipermarketach. "Chcesz wyjechać? Już nie musisz" oraz "Uwaga! Roboty dobrze płatne!" - tak poszukiwała pracowników na ulicach największych miast firma budowlana Budimex. Sieć supermarketów Carrefour rozwiesiła w Warszawie billboardy z hasłem "Gratulacje! Znalazłeś pracę! Zadzwoń"

We wrześniu w Wielkiej Brytanii i Irlandii ruszyła wielka akcja mająca zachęcić Polaków do osiedlenia się we Wrocławiu, gdzie w najbliższych latach powstanie 100 tys. nowych miejsc pracy. W każdym centrum handlowym w Polsce wywieszone są informacje o naborze ludzi do pracy; przede wszystkim sprzedawców i pracowników restauracji. O tym, jak zacięta jest "wojna o głowy", która rozpoczęła się w Polsce, świadczy fakt, że dyrektorka przygranicznego szpitala w Bogatyni, aby zatrzymać lekarzy, musiała podwyższyć im zarobki do 10 tys. zł brutto miesięcznie. A to dopiero początek walki o pracowników. W ciągu najbliższych 25 lat liczba osób zdolnych do pracy w UE zmniejszy się o ponad 20 mln, do 280 mln osób. - Fakt, że w Polsce mieliśmy o jeden wyż demograficzny więcej niż na zachodzie kontynentu, sprawił, że staliśmy się źródłem siły roboczej dla starzejącej się Europy, ale już niedługo fachowców zabraknie także w Polsce - ostrzega Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha. Problem podobny do tego, z
którym się boryka UE, będą miały także Rosja, Japonia i Korea Południowa. - Dla tych państw najbardziej poszukiwanym "dobrem naturalnym" stanie się ludzka praca - przewiduje Sadowski. Biały, wykwalifikowany, dość tani pracownik z podobnego kręgu kulturowego to obecnie najbardziej poszukiwany "towar" w UE.

Ostatni gasi światło

Czym się różni IV RP od PRL? Otóż PRL miała prawowity rząd w Londynie, a naród - w kraju. IV RP - odwrotnie. Ta anegdota w przerysowany sposób pokazuje to, co zaszło w Polsce w ostatnich miesiącach. Po przystąpieniu Polski do UE do Szkocji legalnie wyjechało 20 tys. Polaków, do Irlandii - 120 tys. (nieoficjalnie - dwa razy tyle). Najwięcej na polskich pracownikach zyskały Wielka Brytania i Irlandia, które otworzyły swoje rynki pracy 1 maja 2004 r. Później dołączyły do nich Hiszpania, Portugalia, Finlandia i Grecja. Bez imigrantów rozwój gospodarczy w tych krajach zostałby zahamowany. Już obecnie siłą napędową "starej Europy" są przybysze z nowych państw unii. To dzięki nim w 2005 r. PKB Irlandii był wyższy o 2,5 proc. Gdyby nie imigranci, wiele brytyjskich firm mogłoby nawet zbankrutować - wynika z opublikowanego w 2006 r. raportu brytyjskiego Home Office (Ministerstwo Spraw Wewnętrznych)
, analizującego sytuację na tamtejszym rynku pracy. "Polacy zrewolucjonizowali rynek pracy, przyjmując oferty, które
odrzucała większość z 1,68 miliona bezrobotnych Brytyjczyków. Nie poradzilibyśmy sobie bez nich" - powiedział sir Digby Jones, były prezes brytyjskiej organizacji pracodawców. Według wspomnianego raportu Home Office, "niektórzy pracodawcy obawiają się wręcz, że kiedy polepszy się sytuacja ekonomiczna w nowych krajach unijnych, ucierpi na tym Wielka Brytania, tracąc tanią siłę roboczą". Zdaniem przedstawicieli brytyjskiego rządu, Europejczycy ze wschodniej i środkowej części kontynentu, a zwłaszcza Polacy, są siłą napędową brytyjskiej gospodarki. Przyczynili się do utrzymania konkurencyjnych płac i inflacji na nie zmienionym poziomie (2,5 proc.). Najbardziej skorzystał na tym Londyn. Miasto to rozwija się gospodarczo w tempie 2 proc. rocznie, wpłacając do budżetu państwa 20 mld funtów. To właśnie tam polscy robotnicy zostali okrzyknięci "bohaterami klasy średniej", bo świadczą usługi tanio, solidnie i punktualnie.

Wymarzeni imigranci

Zdaniem szkockiego ministra finansów Toma McCabe'a, to imigranci przyczyniają się do zahamowania dramatycznego procesu wyludniania wielu regionów w Szkocji, takich jak Highlands (zaledwie przed dwoma laty szacowano, że liczba ludności będzie się tam zmniejszać o 800 osób rocznie), oraz wspomagają rozwój gospodarczy kraju. Aby jednak zachować 5-procentowe tempo wzrostu, kraj ten co roku musi przyjmować 30-40 tys. imigrantów (obecnie przyjmuje około 10 tys.). Rocznie szkoły opuszcza 45 tys. absolwentów, a nowych miejsc pracy przybywa dwukrotnie więcej. Tylko w tym roku szkockie firmy budowlane chcą zatrudnić 156 tys. nowych pracowników.

Podobnie jest w Irlandii, gdzie dzięki napływowi imigrantów (ponad 50 proc. to Polacy) liczba mieszkańców jest obecnie najwyższa od 150 lat. W ciągu najbliższych czterech lat znajdzie tam zatrudnienie kolejnych 50 tys. pracowników z Polski. - Nie stanowimy zagrożenia dla kultury kraju przyjmującego, szybko się asymilujemy - zwraca uwagę prof. Andrzej Koźmiński, rektor Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania w Warszawie. Polacy nie wyjeżdżają na Zachód po to, by wykonywać tylko proste prace. Maciej Sarnowski, ekonomista z Warszawy, wraz z żoną Agatą, architektem, wyjechali do Belfastu pół roku temu i oboje bez problemu znaleźli zatrudnienie w swoich zawodach. Jego żona w firmie, w której jedna trzecia z 30 architektów to Polacy.

Do Belfastu wyjechał także wraz z narzeczoną Marcin Skromny z Opola. - Zaczynaliśmy od ciężkich prac fizycznych. Szybko udało nam się znaleźć posady na miarę naszego wykształcenia. Obecnie pracujemy w biurze Outbound Technical Sales Agent. Po dwóch latach pracy w Irlandii stać nas na kupienie niezłego samochodu, a nawet mieszkania w Polsce. Poza tym mamy pewność, że w razie utraty pracy szybko znajdziemy nową - mówi Skromny. Pierwsza pensja osób z wyższym wykształceniem wynosi na Wyspach Brytyjskich w przeliczeniu od 6 tys. zł do 20 tys. zł miesięcznie.

Jan Piński
Małgorzata Zdziechowska

Źródło artykułu:
Wybrane dla Ciebie
Nowe przepisy dotyczące marynarzy. Oto co się zmieniło
Nowe przepisy dotyczące marynarzy. Oto co się zmieniło
Tyle masz czasu na skasowanie biletu. Inaczej będzie mandat
Tyle masz czasu na skasowanie biletu. Inaczej będzie mandat
Paraliż kolejowy. Awaria goni awarię na północy kraju
Paraliż kolejowy. Awaria goni awarię na północy kraju
ZUS zwraca pieniądze po zmarłych. "Zajmuje to 10 minut"
ZUS zwraca pieniądze po zmarłych. "Zajmuje to 10 minut"
Tyle w 2026 r. kosztują pączki u córki Magdy Gessler. Ceny znów w górę
Tyle w 2026 r. kosztują pączki u córki Magdy Gessler. Ceny znów w górę
"Nie śpimy po drodze, jedziemy 18 godzin". Rolnicy ruszyli na Warszawę
"Nie śpimy po drodze, jedziemy 18 godzin". Rolnicy ruszyli na Warszawę
Wjechał w tył auta. Trafi do więzienia na 7 miesięcy
Wjechał w tył auta. Trafi do więzienia na 7 miesięcy
Tyle zbierają po kolędzie. Parafie odsłaniają karty
Tyle zbierają po kolędzie. Parafie odsłaniają karty
Po prawie 50 latach zamknęli kultowy sklep w Szczecinie. Oto powody
Po prawie 50 latach zamknęli kultowy sklep w Szczecinie. Oto powody
Duży wzrost bezrobocia w Krakowie. Ta grupa najbardziej zagrożona
Duży wzrost bezrobocia w Krakowie. Ta grupa najbardziej zagrożona
Legendarny polski zakład upada. To koniec 100-letniej historii
Legendarny polski zakład upada. To koniec 100-letniej historii
Niemiecki browar na skraju upadku. Zagrożonych jest 300 miejsc pracy
Niemiecki browar na skraju upadku. Zagrożonych jest 300 miejsc pracy
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI! 👇