Trwa ładowanie...
d3ifkbf

Gorzki smak truskawek

Zbiór truskawek w Hiszpanii miał być dla nich szansą na wydostanie się z trudnej sytuacji materialnej. Stawce 36 euro dziennie trudno było się oprzeć. Mieszkanki Skierniewic w kwietniu wyruszyły więc do pracy w prowincji Huelva.
Share
Gorzki smak truskawek
Źródło: AFP
d3ifkbf

Tuż po przyjeździe okazało się, że zostały zakwaterowane w barakach, a o wyżywienie, które miał zapewnić pracodawca, muszą zadbać same. Poznały też system kar finansowych, który powodował, że na wypłatę praktycznie nie mogły liczyć...

21-letnia Klaudia Kaczorowska i jej 19-letnia koleżanka Kasia (imię zmienione, nazwisko do wiadomości redakcji) ze Skierniewic na saksy wybrały się dzięki pośrednictwu Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Łodzi.

_ Może powinnyśmy od razu zrezygnować? _ - zastanawiają się teraz dziewczyny. _ Wyjazd miał być w połowie lutego. A termin przeciągnął się do 31 marca. Tymczasem my byłyśmy bez pracy i w zawieszeniu. _

d3ifkbf

Na początku kwietnia przyjechały wreszcie do Palos de la Frontera. Z trzecią koleżanką Moniką trafiły do gospodarstwa, w którym zakwaterowano je w barakach.

_ Stało tam tylko kilka piętrowych, metalowych łóżek i jakieś stoły _ - wspomina Kasia. _ W oknach były kraty. Musiałyśmy za to płacić 30 euro miesięcznie. W tym samym pomieszczeniu spały też inne Polki, które były tu kolejny raz i zaprzyjaźniły się z gospodarzami. Znały trochę hiszpański, były lepiej traktowane. _

Klaudia, Kasia i Monika miały jednak szybko poznać hiszpański...
_ Na polu słyszałyśmy tylko słowo "rapido", czyli szybciej, oraz kilka przekleństw _- mówi Klaudia. _ Pracowało się po siedem godzin, od godz. 8 do 15. Gdy miałam okres i mdlałam na polu, musiały interweniować inne Polki, by hiszpański opiekun pozwolił mi odpocząć chwilę. Pracowałyśmy w upale. Człowiek zapadał się też w błoto do pół łydki. _

Dziewczyny twierdzą, że przez pierwsze dni mdlały też z głodu, gdyż gospodarz nie zapewniał im wyżywienia. Żywiły się truskawkami i cebulą, wreszcie wynegocjowały 50 euro zaliczki.

d3ifkbf

Szybko przekonały się także, że stawka 36 euro dziennie jest nieosiągalna. Za zostawienie jednej truskawki na krzaczku musiały płacić 10 euro kary. Nie miały pieniędzy na powrót do kraju, bo za dojazd do Hiszpanii potrącono im 115 euro.

Po dwóch tygodniach zdecydowały się na powrót. Nie wszystkie miały pieniądze, pomogły im Rumunki. Z grupy 75 pań, które przyjechały do Hiszpanii autokarem z Wrocławia, ze skierniewiczankami wróciła połowa.

Katarzyna Wesoła z Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Łodzi czeka na zgłoszenia od oszukanych kobiet.
_ Pozwoli nam to interweniować _ - informuje. _ W takich sytuacjach zawiadamiamy ambasadę Hiszpanii w Polsce, zgłaszamy sprawę do sieci Eures, która na miejscu zweryfikuje informacje. _

Katarzyna Wesoła dodaje, że kobiety miały możliwość zapytać o wszystko na spotkaniu, zorganizowanym z przedstawicielami ambasady. Tłumaczono wtedy, że praca jest ciężka. Umowa została zawarta z hiszpańskim pracodawcą, a roszczeń można dochodzić przed sądem w Hiszpanii.

d3ifkbf

Tymczasem Michał Zawiła, pierwszy radca i konsul w polskiej ambasadzie w Hiszpanii, uważa, że jeśli wojewódzkie urzędy pracy organizują takie wyjazdy, powinny dbać o warunki pracy. Konsul ostrzega jednak, by nie wybierać się w taką podróż bez rezerwowych 200 euro na czarną godzinę.

_ Przecież może padać i pracy nie będzie w ogóle, a wrócić jakoś trzeba _ - ostrzega Michał Zawiła. _ Trzeba mieć też świadomość, że jedzie się do pracy w gospodarstwie, więc warunki noclegu mogą być polowe. _

W razie problemów można zgłosić się do polskiej ambasady w Madrycie, pod nr tel. (91) 373 66 05 lub 06, gdzie można starać się o pożyczkę na powrót.

Ambasada Hiszpanii w Polsce sprawdza podobną skargę, którą do WUP w Łodzi złożyły panie wracające z Hiszpanii "z cytrusów" jesienią 2008 r.

d3ifkbf

_ Zwykle w takiej sytuacji przesyłamy zapytanie do fundacji lub stowarzyszenia w Hiszpanii, które zatrudniało pracowników _- wyjaśnia Natalia Zgrynicka z biura prasowego ambasady. _ Odpowiedź jest zaś przekazywana do stosownego WUP. _

Tymczasem Henryk Michałowicz, ekspert z Konfederacji Pracodawców Polskich, jest przekonany, że podobnych skarg będzie więcej.
_ W kryzysie i przy wysokim kursie euro wielu Polaków będzie szukało okazji do dużego zarobku _ - zauważa Michałowicz. _ Dlatego należy dokładnie sprawdzać pośrednika, który kieruje do pracy za granicą. Urzędy pracy jedynie informują o ofertach. Wiem, że starają się je sprawdzać. Najwidoczniej mamy do czynienia z wypadkiem przy pracy. _

J. Sobczyńska, A. Zboińska
POLSKA Dziennik Łódzki

d3ifkbf

Podziel się opinią

Share
d3ifkbf
d3ifkbf