Trwa ładowanie...

"Hejt na Polskę jest nieznośny". Branża turystyczna odpowiada na "paragony grozy"

Wakacje 2023 roku upływają pod znakiem upałów i doniesień o "paragonach grozy". Tym razem jednak branża turystyczna wypowiedziała wojnę narracji o drożyźnie. - Przyzwyczailiśmy się, że Polska jest tania - komentuje Tomasz Machała, prezes serwisu Nocowanie.pl.

Turyści narzekają na ceny w Polsce, a przedsiębiorcy odpowiadają "rachunkami grozy" Turyści narzekają na ceny w Polsce, a przedsiębiorcy odpowiadają "rachunkami grozy" Źródło: East News, fot: Wojciech Strozyk/REPORTER
d2idbfp
d2idbfp

Pogoda w czerwcu i lipcu rozpieszcza w Polsce wczasowiczów, ale sen z powiek spędzają im ceny. I chociaż "paragony grozy" pojawiają się praktycznie co roku, to w 2023 r. wysoka inflacja szczególnie mocno wybiła to zjawisko. Turyści narzekają na drożyznę praktycznie wszystkiego: od noclegów, przez żywość, do atrakcji wodnych czy nawet zabawek, np. hitowej, pluszowej gęsi. I coraz chętniej spoglądają na wycieczki zagraniczne.

Jak jednak przekonuje Tomasz Machała, prezes serwisu Nocowanie.pl, Polska jest równie "piękna i fascynująca" co włoska riwiera czy Costa Brava. - Dlaczego więc w tym roku wakacje w kraju mają tak fatalną prasę? - pyta. I wskazuje, że według wielu doniesień "z Polski w lipcu i sierpniu najlepiej uciekać", a jego zdaniem powinno być odwrotnie - jest wiele powodów, by "właśnie latem tu zostać".

- Ten hejt na Polskę jest wprost nieznośny - podkreśla Machała. Wskazuje, że wiele mówi się "drożyźnie", "paragonach grozy", a zarazem pojawiają się zachwyty nad wypoczynkiem w Albanii czy Grecji.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Burmistrz Mielna mówi o ataku na nadmorskiej kurorty. "Drażnią mnie te wysyłane paragony"

"Przyzwyczailiśmy się, że Polska jest tania"

Prezes Nocowanie.pl zwraca przede wszystkim uwagę na kluczowy aspekt, omawiany przez Polaków: ceny. - Właśnie wróciłem z tygodniowego pobytu w Mikoszewie nad Bałtykiem. Hejt na ceny w Polsce wynika z tego, że przyzwyczailiśmy się, że Polska jest tania. Polska nie jest i nie będzie już tania. I w sumie dlaczego ma być? Tanie nie są usługi, mieszkania, samochody, ubrania, jedzenie. Dlaczego więc tani ma być wypoczynek, skoro właściciele obiektów płacą więcej za wszystko i w dodatku inwestują w rozwój? - dopytuje Machała.

d2idbfp

Jak dodaje, dzięki takim inwestycjom "baza noclegowa w Polsce jest w lepszym stanie niż w wielu krajach za granicą". - Trzy gwiazdki w Polsce to więcej niż trzy gwiazdki w Grecji - podkreśla. I wspomina "szok" w trzygwiazdkowym hotelu w Szwajcarii, gdzie np. w łazience "kafelki i armatura były solidne i działały bez zarzutu, ale ewidentnie pochodziły gdzieś z połowy lat 80.".

Wskazuje przy tym również kilka innych argumentów, przemawiających za urlopem w Polsce. Chodzi m.in. o bezpieczeństwo, w tym medyczne - przy wypadkach leczenie w szpitalu odbywa się bez dodatkowych kosztów, co nie jest oczywiste w wielu innych krajach.

Wakacje w Polsce nadal często tańsze niż zagranicą

- Polska baza hotelowa jest dużo nowsza, więc cała infrastruktura jest jeszcze świeża. Dom, który kilka dni temu wynająłem w Mikoszewie, nie był tani, ale po drugiej stronie Bałtyku byłby dwa razy droższy, we Włoszech nad morzem cztery razy droższy - zaznacza Tomasz Machała.

Dodaje, że kilka miesięcy wcześniej był w "nowym, sieciowym hotelu na Mazurach". - Wydałem za noc trzy razy mniej niż w podobnym hotelu nad Balatonem, w którym byłem na Majówkę - wyjaśnia Machała. I wylicza:

- Gdybym dziś wpadł na pomysł żeby 5 sierpnia wyjechać na urlop z rodziną (2+2) do Władysławowa, to - sortując po najniższej cenie - zapłaciłbym za tydzień noclegów 2100 złotych, w Antalyi w Turcji byłoby to 1500 złotych, w Pulii w Chorwacji 5900 złotych. Turcja wygrywa - pytanie czy 500 złotych różnicy oznacza co najmniej taki standard jak w Polsce, w takiej odległości od atrakcji. Zostawiam do oceny - ocenia prezes Nocowanie.pl.

Hotelarze i restauratorzy płacą "rachunki grozy"

Na inny aspekt cen uwagę zwróciła burmistrz Mielna Olga Roszak-Pezała w rozmowie z Polskim Radiem Koszalin. Jej zdaniem, słynne "paragony grozy" nie są rzetelne i nie przedstawiają rzeczywistych cen panujących nad polskim morzem. Pojawiające się tego typu informacje mają, w jej opinii, "zniechęcać turystów do wypoczynku u nas i skłonić ich do wyjazdów zagranicznych".

d2idbfp

- Prawdziwa cena zależy od miejsca, jego kategorii i standardu. Rybę można zjeść w Mielnie także za 28 złotych. Na pewno będziemy walczyć z tego rodzaju fake newsami. Mamy na to dowody, różne zdjęcia i informacje - przekonywała burmistrz Mielna.

Wcześniej, w programie "Newsroom" Wirtualnej Polski, Roszak-Pezała zadeklarowała, że jej gmina wypowiedziała wojnę "paragonom grozy". Jak tłumaczyła, wzrosły m.in. ceny paliw, żywności czy rachunki za prąd, a to uderza w prowadzących firmy: hotelarzy, restauratorów. - Firmy w naszym regionie kalkulują, by te ceny ustalić tak, aby nie zniechęcić klientów do przyjeżdżania nad morze, co nie jest łatwe - wyjaśniała.

Podobne opinie wygłaszają restauratorzy i hotelarze, z którymi rozmawialiśmy w czerwcu. Wprost mówią oni, że muszą płacić "rachunki grozy" - za energię czy produkty. Właścicielka lokalu w Krynicy Morskiej, w rozmowie z Finansami WP, wskazywała m.in., że za rachunki płaciła sześć razy więcej niż zwykle. Podkreślała, że rosnące koszty prowadzenia biznesu to "koszmar".

- Moja restauracja jest na plaży, dosłownie 100 metrów od morza. Turyści jedzą posiłki w cudownej scenerii, za którą ja płacę grube tysiące zł. Kwoty nie mogę zdradzić, ale oddaję do gminy dużą część tego, co zarobię - zaznaczała.

Dodawała, że zatrudnia 12 osób, co nawet przy pensji minimalnej stanowi miesięcznie spory wydatek dla firmy. Również Tomasza Machała zwraca uwagę to uwagę. - Osoby pracujące w obiektach są zatrudnione zazwyczaj legalnie, co oznacza, że płacą podatki, także hotele i restauracje płacą podatki - wskazuje.

d2idbfp

Prowadzenie restauracji to ogromne koszty nie tylko w wakacyjnych kurortach

Kolejnym argumentem restauratorów jest fakt, że ryby, które Polacy tak upodobali sobie jeść na wakacjach, to obecnie produkt bardzo drogi. Wysokie koszty działalności dotyczą zresztą nie tylko lokali nad morzem czy na Mazurach, ale też w innych częściach z Polski.

Jak wyliczała w rozmowie z Money.pl managerka restauracji na Śląsku, sama dzierżawa lokalu to 6 tys. zł miesięcznie, do tego gaz: 1,5-2 tys. zł miesięcznie, prąd i woda to kolejnych 6-7 tys. zł, a do tego podatek VAT rzędu 15-20 tys. zł. To łącznie ok. 30 tys. zł, a do tego dochodzi zatrudnienie i inne, liczne mniejsze koszty, jak np. obsługa terminali, ochrona czy koncesja na alkohol.

Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie, w rozmowie z Money.pl podkreślała, przedsiębiorcy też czują oburzenie na wysokie ceny - gdy jadą do hurtowni lub odbierają rachunki. - Można powiedzieć, że to oburzenie jest dziedziczne – przechodzi z przedsiębiorcy na konsumenta i z powrotem z konsumenta na przedsiębiorcę - komentowała Mojsiuk.

d2idbfp

Niezależnie jednak od tych warunków, według burmistrz Mielna Olgi Roszak-Pezały, "polskie morze jest na każdą kieszeń". - Można zjeść w restauracji, można zjeść w barze, są też pola namiotowe. Nie musi być drogo - podkreślała burmistrz Mielna w rozmowie z WP.

Tomasz Machała z Nocowanie.pl z kolei przypomina, że oczywiście "zawsze da się znaleźć coś taniej, ale dotyczy to zarówno Polski, jak i każdego innego kraju na świecie".

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d2idbfp
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d2idbfp