Jest bardzo dużo mądrych prac o ryzyku, niesłychanie wyrafinowanych matematycznie, ale to wszystko, łącznie z Nagrodami Nobla, okazało się warte siana. Elementem teorii szczególnie eksponowanym jest hipoteza rynku efektywnego (w kilku wariantach). Jak pisze Robert Skidelsky: „kryzys finansowy powinien posłać je prosto na księżyc”. Hipoteza zakłada elastyczny rynek, a na nim ludzi działających racjonalnie, to znaczy korzystających ze wszystkich dostępnych informacji. Aby działać racjonalnie i aby system był elastyczny, aktorzy działający i podejmujący korekty przystosowujące do nowych cen i sytuacji muszą znać przyszłość. Tymczasem – jak pisze Skidelsky – kiedy wali się system, ludzie nie wiedzą co się wydarzy. W obliczu niepewności np. nie korygują wydatków, tylko powstrzymują się od nich, czekając aż sytuacja się wyklaruje. Podobnie niemal wszyscy sprzedają gwałtownie akcje wtedy, kiedy to najbardziej niekorzystne (a tylko część musi natychmiast uzyskać płynność). Panika, która ogarnia wszystkich, wzmaga
dodatkowo niepewność. Instrumenty rządu czy banku centralnego zakładają, że podmioty działają racjonalnie. Tymczasem decyzje podejmowane przez podmioty działające na rynku w warunkach niepewności są najmniej racjonalne. Ekonomia behawioralna wykazała, że przy przekroczeniu pewnego stopnia niepewności ludzie nie działają racjonalnie (w sensie metodologicznym). Oczywiście stan oszołomienia kiedyś się kończy – ale konsekwencje tego trwają długo. Przyszłość zawsze jest niepewna, chociaż agresywne nastawienie do zysku i ryzyka nie chce się z tym pogodzić. Skoro wrogiem jest niepewność, to wszystkie wysiłki należy skierować na jej redukcję. Jak pisze Hans Magnus Enzenberger: „Od około 1950 r. wielu ekonomistów zaczęło uważać, że za pomocą metod matematycznych bylibyśmy zdolni uporać się z nieprzewidywalnością rynków finansowych. Wiary tej niebawem nie można już było odróżnić od arogancji. Kto próbował z tym polemizować, tego odsyłano na emeryturę. Klasyczni ekonomiści nie mogli konkurować z formalną elegancją
abstrakcyjnych modeli, sprawiających wrażenie cudownej precyzji. Oczywiście te finansowo-matematyczne teorie opierały się – bez wyjątku – na rachunku prawdopodobieństwa” („Europa” z 14-16.09.2009). A przecież w przypadku kalkulacji dotyczących przyszłych wydarzeń nie chodzi – jak w wypadku stwierdzeń statystycznych na temat współczesnych rozkładów – o fakty, dające się sprawdzić empirycznie, ale o zakłady. „Już w 2004 r., na długo przed obecnym kryzysem – pisze H. M. Enzensberger – Benoit Mandelbrot przedstawił rozprawę »Fraktale a finanse. Rynki pomiędzy ryzykiem, stopą zwrotu a ruiną«. Utarte modele są jego zdaniem ślepe na wydarzenia ekstremalne, opierają się bowiem na gaussowskim rozkładzie normalnym, a jest to całkowicie sprzeczne z rzeczywistością rynku… To nie normalne dni handlu decydują o wielkich zyskach i stratach, lecz dni, w których zdarzają się dramatyczne wyjątki”. Chodzi więc o te wartości, które są położone na skrajach krzywej dzwonowej Gaussa. To są zdarzenia rzadkie, nawet bardzo rzadkie,
co nie oznacza, że nie istnieją! Modele ograniczenia ryzyka nie biorą ich pod uwagę. Gdyby to czyniły, to musiałyby przyznać, że o przyszłości nic nie można powiedzieć pewnego.