Pod wieloma względami Zakłady Chemiczne Police to firma niezwykła. Po pierwsze jako jedyne zakłady z tzw. Wielkiej Syntezy Chemicznej zlokalizowane są niedaleko od morza, ba, dysponują nawet własnym portem morskim.
Powód takiej lokalizacji jest dość prozaiczny. W systemie nakazowo-rozdzielczym Police miały się specjalizować w produkcji nawozów fosforowych. Oznaczało to potrzebę sprowadzania surowców z importu. Ten zaś najtańszy był przy użyciu masowców. Paradoksalnie to właśnie ta specjalizacja odbija się czkawką (o tym nieco później), mimo że od rozpoczęcia nawozów trójskładnikowych (NPK) - sztandarowego wyrobu Polic - upływa już 35 lat.
Oprócz nawozów, Police znane są z produkcji bieli tytanowej. Ten pigment dwutlenku tytanu jest wykorzystywany przez producentów farb i lakierów, a więc pośrednio trafia przede wszystkim do branży budowlanej i samochodowej, ale także m.in. do sektora tworzyw sztucznych i papiernictwa, przemysłu ceramicznego, tekstylnego oraz farmaceutycznego. Police produkują także wiele chemikaliów - niektóre z nich, jak np. amoniak, są eksportowane. Pomimo tej dość zróżnicowanej palety produktów, Police mają problemy. Co się stało?
Police polityczne
Według wielu obserwatorów polskiej branży chemicznej, za kłopoty Polic w znacznej części odpowiadają politycy W spółce bowiem wciąż większościowym akcjonariuszem jest Skarb Państwa. To więc w praktyce resort skarbu odpowiada za to, kto będzie w spółce rządził i jakie będą podejmowane decyzje. Nic więc dziwnego, że w Policach do zmian zarządów dochodziło przy okazji każdych wyborów parlamentarnych. Tak częste zmiany uniemożliwiają w praktyce wypracowanie jakiejś spójnej i długofalowej strategii dla spółki. Co więcej, często nowy zarząd musi się specyfiki spółki dopiero uczyć.
Jeden z naszych rozmówców wprost mówi, że nawet jak na firmę państwową, Police miały pecha do doboru kadry kierowniczej pochodzącej z najróżniejszych branż (w tym odzieżowej) i porozumień politycznych.
Na to nakłada się lokalizacja. To, co jest atutem w przypadku importu surowców, może być kłopotem w przypadku nadzoru właścicielskiego.
- Warszawę od Polic dzieli ponad 500 kilometrów. Nic więc dziwnego, że spółka z natury rzeczy jest gorzej kontrolowana niż pozostałe zakłady WSCh. Do żadnego z pozostałych nie ma tak złego dojazdu. A przecież "pańskie oko konia tuczy" -wyznaje szczerze jeden z byłych członków władz spółki.
Nie oznacza to, że w zarządzaniu dochodzi do nadużyć, bo z pewnością zajęłaby się tym prokuratura. Ale w Policach, leżących poza szlakami warszawskich polityków, mogą dziać się rzeczy, które w innych spółkach mogłyby być nie do pomyślenia.
Przykład? Zakaz konkurencji w ZCh Police objął nie tylko członków zarządu, ale i np. niektórych niższych rangą pracowników działu handlowego spółki. Zakaz konkurencji w czasie trwania stosunku pracy wynika przede wszystkim z dbałości o dobro pracodawcy. Czasem - i tak mamy w przypadku Polic - zakaz konkurencji jest rozciągnięty na okres po zakończeniu pracy w danej firmie. Tyle że przypadki objęcia zakazem konkurencji stosunkowo niskiego szczebla pracowników nie są typowe, bo to się firmie nie opłaca.
Błędy i zaniechania
Problemy spółki to z pewnością także efekt braku restrukturyzacji firmy. Gdy pozostałe firmy z branży chemicznej cięły zatrudnienie, w Policach ono rosło.
- Police były jedynym zakładem z branży chemicznej, który nie przeprowadził restrukturyzacji zatrudnienia i będzie to konieczne prawdopodobnie teraz - mówi Jerzy Majchrzak, dyrektor Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.
Tyle że kiedy była sprzyjająca ku temu okazja - koniunktura zarówno w branży, jak i na rynku pracy - nic nie zrobiono. Teraz, gdy o pracę trudno, mówi się o potrzebie zmniejszenia zatrudnienia, ale kwestia budzi zrozumiałe opory.
- W samej spółce pracuje około 3,2 tys. osób, w tym około dwóch tysięcy w części administracyjnej. W innej spółce z sektora chemicznego - Zakładach Azotowych Puławy - na 1141 pracowników umysłowych przypadało 2150 pracowników fizycznych (zatrudnienie średnioroczne na okres 2007/2008). Restrukturyzacja zatrudnienia w ZCh Police jest więc tylko kwestią czasu - przekonuje Krzysztof Grzybowski, analityk sektora chemicznego w grupie Technical Insights, firmy doradczej Frost & Sullivan.
Jednak zmniejszyć zatrudnienie nie będzie łatwo...
- Nie może być tak, że za błędy zarządów odpowiada załoga - mówi Waldemar Badełek, szef największego w spółce Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego, liczącego aż 1300 członków. I trudno mu się dziwić.
Tyle że redukcja zatrudnienia i kosztów może być konieczna. Spółka stara się bowiem o kredyt w wysokości 150 mln zł (na 40 mln planuje zrobić zastaw na majątku własnym). Bankowcy stawiają warunki. Jednym z nich jest wdrożenie w firmie działań oszczędnościowych.
Na brak decyzji z zatrudnieniem nałożyły się także błędy w zarządzaniu lub brak decyzji.
- W Policach całymi latami zapominano, że produkcja oparta jest głównie na importowanych surowcach (fosforyty, sól potasowa i gaz ziemny) i fabryka jest niezwykle czuła na wahania koniunktury, cen i kursów. W takim wypadku efektywność gospodarowania jest szczególnie istotna - uważa Janusz Wiśniewski, wiceprezes firmy doradczej DGA. - Poza tym wynik Polic jest w ponad 70 proc. skorelowany z notowaniami cen amoniaku, więc ich fluktuacje są bardzo dla firmy dotkliwe. Największe błędy popełniano jednak, zdaniem Wiśniewskiego, w polityce handlowej, a "rozdawanie" produktów na roczny termin płatności budziło zdziwienie całego sektora.
- Początkowo nie uwierzyłem. Taka decyzja oznaczała bowiem, że spółka godzi się na zamrożenie znacznych kwot, pieniędzy, które są potrzebne na jej funkcjonowanie - przyznaje dyrektor handlowy jednej ze spółek z branży. Jego słowa nabierają znaczenia, gdy dodamy, że kredyt, o który starają się Police, zostanie wykorzystany na zakup surowców do jesiennej produkcji nawozów.
Co gorsza, kryzys światowy spowodował, że na produkty firmy jest mniejszy popyt.
- W odróżnieniu np. od nawozów azotowych, nawozy fosforowe nie muszą być stosowane co rok. Oznacza to, że rolnicy wstrzymują się obecnie z ich zakupem -wyjaśnia Majchrzak.
Oparty na aktualnych, realnych przesłankach i konsekwentnie wprowadzany program naprawczy wydaje się teraz dla Polic jedyną drogą. Czy państwowy właściciel zakładu myśli podobnie?
Dariusz Malinowski
Nowy Przemysł