Maciek usłyszał od lekarza, że aby zakwalifikować się do operacji odchudzającej musi przytyć 20 kg.
Maciek usłyszał od lekarza, że aby zakwalifikować się do operacji odchudzającej musi przytyć 20 kg. (WP.PL, Fot: Maciej Stanik)
WP Gwiazdy
wiadomości

"Pączek"

Maciek słyszał różne wyzwiska - grubas, spaślak, świnia. Najbardziej jednak nie znosił, gdy koleżanki z pracy mówiły o nim "pączek". Dziś czeka na operację, która ma zmienić jego życie. Żeby się zakwalifikować, musiał przytyć 20 kg.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

Maciek waży ponad 140 kg. Wygląda na mniej.

- Mam tzw. otyłość wewnętrzną - tłumaczy. - Tkanka tłuszczowa oblepia organy wewnętrzne, dlatego mniej ją widać, ale jest bardziej niebezpieczna.

Ciało Maćka pokrywają tatuaże. Ręce, ramiona, szyja - pokryte są plemiennymi wzorami, jak u Maorysów. Zrobił je sobie 9 lat temu.

- Chciałem odwrócić uwagę od tego, że jestem gruby. Ale przede wszystkim chciałem znaleźć w swoim ciele coś, co polubię, co będzie mi się podobać. Lubię te tatuaże. No i zauważyłem, że ludziom rzucają się w oczy. Bardziej niż otyłość.

- Nie boisz się, że się zniszczą, gdy schudniesz? - pytam.

- Pytałem o to lekarza - odpowiada Maciek. - Skóra jest rozciągliwa, dostosuje się.

"Gruby na bramkę"

Z nadwagą, otyłością i kompleksami walczy od dziecka. Ciągle słyszy: "Świnia", "spaślak", "żarłok".

- Zawsze miałem opinię takiego grubaska - opowiada. - Mniej sprawny, szybko się męczy.

- Zawsze na bramce? - pytam.

- Na bramce, w rezerwie - odpowiada. - Czasami sobie myślę, że może gdybym w tym okresie mniej jadł, to nie byłbym dzisiaj taki gruby. Mam trochę żal do mojej mamy, że mi dawała jedzenie. Ale z drugiej strony nie pamiętam, żebym się jakoś specjalnie obżerał.

Nadrabia humorem, otwartością, inteligencją. Kiedy nadchodzi okres dojrzewania, wraz z nim przychodzi wstyd. Zdjęcie koszulki przy kolegach to ogromny stres.

Zrzucenie wagi powoli staje się najważniejszym życiowym celem Maćka. Z czasem stanie się niemal obsesją.

Maciek pracuje jako fryzjer. Z otyłością walczy od dziecka.
Źródło: WP.PL

Dieta Dukana

170 kg - to największa waga, do jakiej "dobił" Maciek. Chodził wtedy w koszulach XXXL, w ogóle nie kontrolował swojej wagi. Wtedy podjął decyzję o odchudzaniu za wszelką cenę. Przestał praktycznie w ogóle jeść, zaczął codziennie trenować. A potem wypróbował na sobie chyba wszystkie diety.

Pierwszy był Dukan. Ten rodzaj diety polega na jedzeniu przede wszystkim białka i znacznym ograniczeniu tłuszczów i węglowodanów. Dieta została uznana za szkodliwą - może prowadzić do uszkodzenia nerek, wątroby, powodować zaparcia i problemy trawienne. Jej twórca, dr Pierre Dukan, stracił tytuł lekarza i prawa do wykonywania zawodu.

- Czułem się na niej źle - opowiada Maciek. - Nie miałem siły, ale wytrzymywałem ile się da, bo faktycznie trochę chudłem. Ale kiedy tylko odpuszczałem, znów zaczynałem tyć.

Potem Były kilkudniowe głodówki, dieta 1000 kalorii, diety pudełkowe. Pojawiła się nawet dieta kapuściana. - Na obiad je się taką lekką zupę z kapusty - wyjaśnia Maciek. - Tak przez tydzień. Ja wytrzymałem trzy tygodnie. Nie mogę patrzeć na kapustę.

Nie było tylko efektów. Nie pomogła nawet zbilansowana dieta ułożona przez trenera, pod którego okiem Maciek regularnie ćwiczy.

- Wszyscy na niej chudli, a ja nie - opowiada Maciek. - Nie wiedziałem już co robić.

- Zacząłem stosować różne wspomagacze. Najpierw te legalne, z apteki czy sklepów z odżywkami. Niektóre podnosiły temperaturę ciała, pociłem się, czułem, jakbym cały czas miał gorączkę. Ale nie chudłem.

Maciek sięgnął więc po te nielegalne. Było łatwo, wystarczyło zapytać w szatni na siłowni. W podawaniu sobie zastrzyków z testosteronem osiągnął taką wprawę, że mógłby zostać pielęgniarzem.

Wtedy też, łącząc trening z dopingiem, schudł najwięcej w swoim życiu. Ważył 110 kg. Pojawiły się jednak skutki uboczne, m.in. agresja.

- Zorientowałem się co się ze mną dzieje, kiedy ktoś zajechał mi drogę, a ja goniłem go przez pół Warszawy - opowiada Maciek. - Nic się nie liczyło, chciałem go wyciągnąć z tego samochodu. Kilka kilometrów dalej zadałem sobie pytanie "człowieku, co ty robisz?". I wtedy zrozumiałem, że muszę to odstawić.

Walka z otyłością stała się dla Maćka obsesją.
Źródło: WP.PL

Jesteśmy coraz grubsi

Według danych GUS, w 2014 roku na nadwagę lub otyłość w Polsce cierpiało 62% dorosłych mężczyzn i 46% kobiet. Z roku na rok rośnie odsetek otyłych dzieci. W 2018 roku nieprawidłową masę ciała miało 10 proc. półrocznych niemowląt i aż 25 proc. trzylatków.

Jako przyczyny epidemii otyłości eksperci podają przede wszystkim brak aktywności ruchowej i nieprawidłową dietę. Nadwaga i otyłość mogą być przyczyną m.in. cukrzycy, miażdżycy i nadciśnienia.

Według prognoz Światowej Organizacji Zdrowia w 2025 roku 1/4 populacji Ziemii będzie zmagać się z nadwagą lub otyłością. Koszty leczenia związanych z nimi chorób WHO szacuje na 1,2 bln dolarów.

Tasiemiec

Bóle brzucha, brak apetytu, nudności, niekontrolowana i nagła utrata wagi - to objawy obecności w organizmie tasiemca, groźniego pasożyta.

Klika lat temu na rynku pojawiła się "rewolucyjna" metoda odchudzania, polegająca na połykaniu tabletek z larwami. Tasiemiec rozwija się w organizmie i powoduje skuteczną utratę wagi. A przy okazji wycieńczenie organizmu, a w niektórych przypadkach nawet śmierć.

- Byłem już tak zdesperowany, że chciałem to sobie zrobić - opowiada Maciek. - Szukałem w internecie gdzie można kupić takie tabletki.

Na aukcjach internetowych tabletki z jajami pasożyta kosztują ok. 2 tys. złotych za 300 sztuk. Można je też kupować na sztuki. Zazwyczaj pochodzą z Chin. Nie przechodzą absolutnie żadnej kontroli.

- Przeczytałem, że można mieć pecha i trafić na "tasiemca uzbrojonego" czyli tego groźniejszego - odpowiada Maciek. - To była jedyna rzecz, która mnie powstrzymała.

Maciek musiał przytyć 20 kg, żeby lekarz zakwalifikował go do operacji.
Źródło: WP.PL

NFZ da pieniądze

Operacja bariatryczna to sposób na chirurgiczne leczenie otyłości. Istnieje kilka metod, każda z nich sprowadza się do zmniejszenia żołądka. Kosztuje od 7 do 20 tys. złotych. Można ją bez problemu wykonać prywatnie, ale jest też refundowana przez NFZ.
.
- Na operację zdecydowałem się po tym, jak przeszedł ją mój kolega - opowiada Maciek. - Zaczął po tym bardzo szybko chudnąć. Pomyślałem, że to dla mnie jedyna szansa i zacząłem czytać.

Poszedł do lekarza. Okazało się, że spełnia wszystkie potrzebne warunki, a operacja byłaby jak najbardziej wskazana. Problem był tylko jeden - Maciek ważył za mało, żeby dostać refundację.

- Od lekarza usłyszałem, że on wolałby operować mnie od razu, bo mniejsza waga to mniejsze ryzyko powikłań - opowiada. - Ale widełki to widełki. Musiałem przytyć.

- Każdorazowo decyzję o kwalifikacji pacjenta podejmuje lekarz na podstawie całościowej oceny jego stanu zdrowia. Warunkiem rozliczenia grupy F14 Chirurgiczne leczenie otyłości, jest leczenie zabiegowe otyłości patologicznej dużego stopnia u chorych o wartości BMI powyżej 40 - wyjaśnia Paweł Grzybowski z centrali Narodowego Funduszu zdrowia.

Gdy pytam o pacjenta, który musi przytyć, aby zakwalifikować się do operacji, NFZ odpowiada:

Jednak zdaniem lekarzy, o takich negocjacjach z Funduszem prowadzonych indywidualnie przez każdy ośrodek nie powinno być mowy.

Gdyby któryś z ośrodków taką zgodę uzyskał, powstałby precedens, który zachęciłby inne do podobnych negocjacji. Za chwilę o pieniądze upomniałyby się wszystkie ośrodki, prowadzące podobne operacje. Zamiast doraźnych działań powinny raczej zostać wypracowane rozwiązania systemowe.

Trudno więc liczyć na to, żeby rozliczono operację, w przypadkach kiedy pacjent nie spełnia wymogów NFZ. Chirurdzy są jednak zdania, że kryteria, którymi posługuje się NFZ powinny ulec zmianie, bo nie do końca odpowiadają powszechnie przyjętym kryteriom kwalifikacji do leczenia bariatrycznego

To, że pewne zmiany kryteriów finansowania są potrzebne nieoficjalnie przyznają też niektórzy przedstawiciele NFZ.

W 2018 roku NFZ sfinansował 3798 operacji bariatrycznych.
Źródło: WP.PL

”To nieetyczne”

- Im mniej tkanki tłuszczowej w jamie brzusznej , tym łatwiej jest nam operować – tłumaczy dr Artur Binda, chirurg bariatra, na spotkaniu grupy wsparcia dla pacjentów. Pokazuje przy tym film z operacji resekcji żołądka. Mówi przyszłym pacjentom, że przed operacją należy zredukować masę ciała o 5 do 10% wagi odnotowanej w dniu kwalifikacji do zabiegu operacyjnego.

Opowiadam mu o przypadku Maćka.

- Nie wyobrażam sobie jak można pacjentowi bariatrycznemu kazać przytyć do operacji. To nieetyczne i sprzeczne z tym co robimy – odpowiada. – W trakcie kwalifikacji do operacji bierze się pod uwagę nie tylko aktualne BMI pacjenta. Jeśli ktoś przychodzi do gabinetu i akurat w danym momencie waży mniej bo intensywnie się odchudza to można takiego pacjenta zakwalifikować do operacji bariatrycznej na podstawie najwyższej masy ciała jaką osiągnął w żzyciu. Trudno mi uwierzyć, że pacjent faktycznie coś takiego usłyszał w gabinecie lekarza.

Żeby operacja była bezpieczniejsza i subiektywnie łatwiejsza dla chirurga, w ramach przygotowań pacjenci tracą nawet po kilkanaście kilogramów. Na stół operacyjny trafiają nieraz z BMI poniżej 40 kg/m2. Nie ma to jednak znaczenia, bo liczy się waga ustalona w trakcie kwalifikacji do operacji bariatrycznej. W czasie ważenia lub podczas wywiadu.

To jednak nie rozwiązuje problemu pacjentów, którzy nigdy nie osiągnęli BMI 40 kg/m2, ale spełniają medyczne kryteria kwalifikacji do operacji bariatrycznej, bo chorują np. na nadciśnienie czy cukrzycę typu 2.

- Mówimy o pacjentach, którzy mają BMI na poziomie 35 – 39 kg/m2– mówi dr Binda. – Oni dzisiaj pozostają w zawieszeniu, nie wiadomo co z nimi zrobić. To należałoby zmienić.

"Pękł pode mną brodzik"

- Jak się czuje ktoś, kto przez całe życie walczy z otyłością i nagle musi przytyć 20 kg? - pytam.

- Strasznie - odpowiada Maciek. - ważyłem wtedy około 120 kg i byłem z tego dumny, bo to jak na mnie był niezły wynik. I teraz musiałem to wszystko wyrzucić i znowu zacząć tyć.

W przypadku Maćka nie było to jednak zwyczajne tycie. Bo w jego przypadku nie można było tak po prostu przestać się odchudzać.

- Gdybym przestał być na diecie, przytyłbym nie 20, a 120 kg - opowiada Maciek. - Ja się muszę cały czas odchudzać, tylko "trochę mniej".

W czasie przybierania na wadze Maciek zaczyna mieć objawy typowe dla depresji. Jest apatyczny, nie chce wychodzić z domu, nie może patrzeć w lustro. Nienawidzi swoich ubrań. Ma tylko jedną kurtkę, wielką jak żagiel. Przeżywa momenty załamania. Przy życiu trzyma go wizja operacji.

- Któregoś razu, jak byłem pod prysznicem, pękł pode mną brodzik. Wyobrażasz sobie? Byłem tak wielki - mówi. - To już było za dużo, siedziałem i płakałem. Ja, dorosły facet. Nie mogłem sobie z tym poradzić.

- Czy przez lata walki z otyłością człowiek zaczyna nienawidzić jedzenia? - pytam.

- Bardziej siebie, za to, że zjadł. W jedzeniu nie ma nic złego - odpowiada. - Człowiek ma sobie za złe to że zjadł, a przecież może wcale nie musiał. I nie chodzi wcale o obżeranie się, ale o to, że się zjadło cokolwiek.

Maciek waży 140 kg.
Źródło: WP.PL

"Grubasem jest się przez całe życie"

Maciek przytył i zakwalifikował się do operacji. Przejdzie ją za kilka tygodni. Po operacji w jego żołądku zmieści się maksymalnie pół szklanki wody. Przez pierwsze tygodnie po operacji będzie mógł przyjmować tylko płyny. Później rozdrobnione papki. Wszystko lekkostrawne i łatwo przyswajalne. Żadnych ostrych przypraw.

- Żołądek po operacji jest jak u niemowlaka - opowiada Maciek. - Musi się przyzwyczaić, rozwinąć.

Operacja, choć dla osób walczących z otyłością wydaje się spełnieniem marzeń, nie oznacza całkowitego rozwiązania problemu.

Roberta i jego córkę, Nikolę, spotykam na grupie wsparcia dla pacjentów bariatrycznych. Oboje są po operacji.

- Powiedziałem rodzinie, że idę na wycięcie ślepej kiszki. Wydało się dopiero, jak zacząłem chudnąć - opowiada Robert. - Najważniejszy jest pierwszy rok. Wtedy chudnie się najwięcej. Ale całe życie trzeba uważać na to, co się je. Jeśli wróci się do golonki i czekolady, to wróci też waga.

Robert jest kucharzem. Pracuje nad książką z przepisami dla pacjentów bariatrycznych.

- Takiej książki nie ma, a jest potrzebna - tłumaczy. - Ludzie po operacji są często zagubieni, nie wiedzą co mogą jeść, pytają kiedy będą mogli wrócić do starych nawyków, na przykład do słodyczy.

Jeśli pacjenci chcą utrzymać wagę, do starych nawyków żywieniowych nie mogą wrócić nigdy. Muszą się nauczyć jeść od nowa, zupełnie inne ilości, inne produkty. To jednak nie znaczy, że staną się wykluczeni i nie wrócą do „normalnego” życia.

- Oczywiście można wyjść na pizzę, tylko zjada się maksymalnie jeden kawałek, bo więcej się nie zmieści - tłumaczy Nikola. Przed operacją ważyła ponad 130 kg. Dziś niewiele ponad 50. - Choć lepiej pójść na zupę czy sałatkę. Talerz zupy można spokojnie zjeść. Trzeba się też przyzwyczaić do częstszego jedzenia. Organizm sam to reguluje. Ja na przykład jestem głodna co 2,5 godziny. Dobrze jest mieć przy sobie jakąś zdrową przekąskę, np. jabłko, żeby nie zabijać głodu batonikiem.

Do czego jeszcze trzeba się przyzwyczaić po operacji?

- Do nadmiaru skóry, który zostaje - mówi Nikola. - Jak się osiągnie odpowiednią wagę, potrzebna jest operacja plastyczna, żeby ją usunąć.

Plastykę brzucha po operacji bariatrycznej refunduje NFZ. Na spotkaniu grupy wsparcia dowiaduję się, że czas oczekiwania na konsultację to ok. pół roku. Kolejne półtora czeka się na samą operację.

Nie wszystkie operacje kończą się pełnym sukcesem. Choć poważne powikłania zdarzają się stosunkowo rzadko, ok. 15 - 25 proc. pacjentów nie redukuje masy ciała w oczekiwanym zakresie lub dochodzi do ponownego wzrostu wagi.

- Otyłość bierze się z przyjmowania zbyt dużej dawki kalorii w stosunku do wydawanej energii – tłumaczy dr Binda. – Duża część operacji bariatrycznych ma charakter restrykcyjny, to znaczy blokuje możliwość przyjmowania dużej ilości pokarmu. Ale nie zablokuje możliwości wypicia np. 2 filiżanek czekolady, czyli przyjęcia jakichś 700 kcal.

Jak mówi dr Binda, podstawowym błędem, który popełnia większość otyłych pacjentów jest nie tyle nadmierne jedzenie, co przyjmowanie kalorii, których się nie zauważa.

- Powiedzmy, że pacjent jest na diecie 1500 kalorii. Faktycznie tyle zjada, ale do tego przyjmuje „bokiem” dodatkowe 800 – tłumaczy chirurg. – Szklanka coli, cukierek, kawałek czekolady. Wielu pacjentów nie zdaje sobie sprawy z tego, ile energii w ten sposób sobie dokłada.

Dlatego ważne jest, by z pacjentem po operacji nadal pracował psycholog czy dietetyk. Regularne wizyty pomagają w utrzymaniu zaleceń.

- Te wizyty polegają często na krótkiej rozmowie o tym jak się pacjent czuje, ile waży, co jadł. Ale i tak pomagają, bo pacjenci wiedząc, że muszą przyjść i komuś o tym opowiedzieć mobilizują się do przestrzegania zaleceń - mówi dr Binda. - Pacjent po operacji bariatrycznej nadal ma przewlekłą chorobę i do końca życia musi przestrzegać diety.

- Operacja to nie czarodziejska różdżka, wiem o tym - mówi Maciek. - To nie jest tak, że człowiek po operacji jest "uleczony", może jeść co chce i przestaje się przejmować swoją wagą. Operacja zmniejsza wagę, ale nie leczy. Grubasem jest się przez całe życie.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Finanse