WP Finanse
Zakupy
14-10-2017 (07:31)

Polak zadłużony i zły. ”Łatwiej nakrzyczeć na swoje dziecko, niż na dyrektora banku”

Rosnące zadłużenie, o którym nie pozwala nam zapomnieć komornik i kolejne awizo, może zrujnować życie. Związany z tym długotrwały stres wywołuje depresję, choroby serca, a także ataki agresji. - Złość to fascynująca emocja. Niestety najczęściej złościmy się na tych, których kochamy - mówi psycholog prof. Dariusz Doliński z SWPS.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Złość traktujemy jako negatywną emocję, dlatego wydaje nam się, że wylewamy ją tylko na obcych i tych, których nie lubimy. Niestety najczęściej jest odwrotnie.
Złość traktujemy jako negatywną emocję, dlatego wydaje nam się, że wylewamy ją tylko na obcych i tych, których nie lubimy. Niestety najczęściej jest odwrotnie. (Shutterstock.com)

Ugruntowaną przez lata pracy z pacjentami wiedzę psychologów potwierdzają też badania. Jak wynika z tych zrealizowanych przez PBS na zlecenie GetBack S.A. do znaczącego obniżenia samopoczucia wystarczy sama świadomość posiadania długu.

Stres i kłopoty w relacjach nie pojawiają się zanim kolejne ponaglenia zapychają nam skrzynkę mailową. Nie powinniśmy bagatelizować tego problemu, bo w ocenie ekspertów konsekwencje mogą być dramatyczne.

Polacy zadłużeni na 47 mld zł. 500 plus nie wpływa na dłużników

- Długotrwały stres jest bardzo niebezpieczny i jego konsekwencje dotyczyć mogą dosłownie każdej dziedziny naszego życia. Rozbija układ immunologiczny i zaczynamy chorować. Zaczyna się od zwyłych przeziębień, ale może skończyć się udarem albo zawałem - mówi prof. Dariusz Doliński.

Jak zaznacza to dopiero początek problemów, bo przez rozbrojenie naszej odporności i częste choroby, tracimy możliwość dodatkowego zarabiania. W stałej pracy też mogą pojawić się kłopoty, a wtedy dług zaczyna rosnąć jeszcze szybciej. Badania wykazały, że ponad 20 proc. zadłużonych widzi związek miedzy swoim zadłużeniem, a problemami w miejscu pracy.

Złość i uległość

To sprzężenie zwrotne w przypadkach mocno zadłużonych pojawia się niestety bardzo często. Zresztą, jak przekonuje Doliński, nie tylko kolejne L4 może zachwiać naszą pozycją w firmie. Przez myśli ciągle zajęte koniecznością spłaty rosnącego długu, stajemy się przesadnie ulegli wobec szefa.

Na drugim biegunie tej bojaźliwości i brania na siebie każdego zadania, jest agresja. Niekontrolowane jej wybuchy nie poprawiają naszej sytuacji zawodowej. Bardziej agresywni stajemy się też dla swoich bliskich.

- Złość to fascynująca emocja. Niestety najczęściej złościmy się na tych, których kochamy. Łatwiej nakrzyczeć na swoje dziecko, niż na dyrektora banku - mówi psycholog. Badania PBS też potwierdzają, że niepotrafiący poradzić sobie z zadłużeniem odreagowują negatywnymi emocjami. Oprócz złości frustrację odczuwa 16 proc. badanych, a bezsilność 12 proc.

Szerokim łukiem omijamy wszystkich związanych ze źródłem tych emocji. Jak zauważa prof. Doliński, to naturalne dla człowieka, że nie będzie się on złościł na głównego sprawcę. Np. szefa, który wylał nas z pracy, najemcę mieszkania, który nie płaci i wpędza nas w spiralę długu, czy wreszcie samego siebie.

Warto rozmawiać

- Po trosze oczywiście może dostać się wszystkim wkoło. Jednak najbardziej odbija się to na rodzinie. Złość traktujemy jako negatywną emocję, dlatego wydaje nam się, że wylewamy ją tylko na obcych i tych, których nie lubimy. Niestety najczęściej jest odwrotnie - dodaje Doliński.

Najlepszym wyjściem jest oczywiście jak najszybsze podjęcie rozmów z wierzycielami. Łatwiej to jednak powiedzieć niż zrobić. Szczególnie kiedy ktoś z tego właśnie powodu popadł w depresję, stracił pracę i pokłócił się z całą rodziną. Co zatem robić? Zacząć od wizyty u psychologa czy psychoterapeuty?

- Paradoksalnie niekoniecznie. Brytyjskie badania pokazują, że lepsze efekty daje skierowanie przez psychiatrę takiego depresyjnego i zadłużonego pacjenta do doradcy finansowego. Kluczem jest zmiana postrzegania. Z bankiem czy nawet komornikiem można się dogadać, musimy mieć tylko jakąś propozycję dla niego - mówi prof. Doliński.

Jak przekonuje psycholog zadziwiająco pozytywne efekty może przynieść podjęcie jakiegokolwiek działania: np. spłacanie po 300 zł miesięcznie nawet jeżeli to niewiele w stosunku do zadłużenia. Jednak ten pierwszy krok może sprawić, że w kolejnym miesiącu uda się do tego dołożyć kolejne 100 zł itd.

Drobna różnica, a takie oszczędności

- Warto też zidentyfikować nawyk, który miesięcznie oznacza jakieś stałe koszty i spróbować go nieco zmienić. Np. kiedy do każdego meczu kupujemy sześciopak piwa i chipsy. Spróbujmy kupować mniej. To w skali miesiąca może dać jakąś wprawdzie drobną sumę, ale jak się doda inne małe korekty w nawykach, różnica może być spora - przekonuje psycholog.

Jak dodaje Doliński metoda małych różnic jest o wiele skuteczniejsza niż całkowita rezygnacja z nawyków. - Jak taki kibic i miłośnik piwa w ogóle zerwie z wieloletnim nawykiem, to mu się świat zawali i będzie jeszcze bardziej nieszczęśliwy - twierdzi naukowiec.

Rzecz też w tym, że przy takim drastycznym zmienianiu nawyków, po krótkim czasie możemy do nich wrócić w niezmienionej formie. Tymczasem przy wprowadzaniu małej korekty naszych zakupowych nawyków, mamy większe szanse na oszczędności.

W wychodzeniu na prostą warto też pokonać jeszcze jedną przeszkodę, która zdaniem profesora jest w naszym kraju dość znacząca. Niestety z reguły nie lubimy dogadywać się z bankami.

Długi honorowe i bankowe

Niektórzy z nas żyją w kulturze swoiście rozumianego honoru, gdzie ważnym jest tylko dług wobec członka rodziny albo znajomego. - Ten trzeba spłacić i to nie podlega dyskusji. Inaczej jest z długami wobec banków np. Mamy skłonność do postrzegania tego jako długu niesprawiedliwego. Często też zaczynamy stawiać się w roli ofiary oszustwa - mówi Dariusz Doliński.

W takiej sytuacji honorowym zaczyna być niespłacanie tego długu. Takie rozumienie zobowiązań finansowych jest w ocenie profesora szczególnie żywe wśród mniej zamożnych Polaków. Niestety to oni najczęściej popadają w spiralę zadłużenia.

Dzieje się tak np. za sprawą tzw. chwilówek. Żeby je otrzymać nie trzeba udowadniać zdolności kredytowej. Dlatego sięgają po nie biedniejsi Polacy, którzy oczywiście nie spłacają tej pożyczki.

Polub WP Finanse