– Grupy są małe, do sześciu osób. Kursów nie organizujemy tylko w lipcu i sierpniu, gdy temperatury są tak wysokie, że po prostu nie da się prowadzić zajęć – opowiada Ewa. Z pomysłem trafiła w dziesiątkę – w Wielkiej Brytanii, gdzie takie kursy stały się bardzo modne, nietrudno o klienta, który gotów jest za nie dobrze zapłacić. Dziś wśród klientów państwa Nutting są także Australijczycy, Amerykanie, Holendrzy, Węgrzy, a ostatnio nawet Egipcjanie. Gdy decydowali się na Algodonales, sytuacja w Hiszpanii była stabilna. – Gdybyśmy wtedy wiedzieli, co stanie się na rynku już dwa lata później, pewnie nie zdecydowalibyśmy się na Andaluzję – przyznaje Ewa Nutting. – Dziś w naszym miasteczku większość młodych ludzi nie ma pracy. Zamykane są restauracje, a otwierane są tylko bary z regionalnymi przekąskami – tapas, które utrzymują się, bo to lokalna tradycja. Elektryczność, gaz, benzyna – wszystko idzie w górę. Odczuwamy to, tym bardziej jednak widzimy, że decyzja biznesowa, jaką podjęliśmy wcześniej – nastawienie na
zagranicznego klienta, głównie z Wielkiej Brytanii – była słuszna. Dla Brytyjczyków nasza oferta jest jedną z najtańszych na rynku zachodnim – przyznaje Polka.