Qaqwqwrqw

Testowałam dziecięcy trener snu z Lidla. Mój syn, słysząc śpiew ptaków za oknem, mówi teraz: mama, owca!

Jestem chronicznie niewyspana. Powód? Mam 2,5-letniego syna, który lubi harcować do późna i wstawać przed wszystkimi. Gdy w redakcji padła propozycja przetestowania trenera snu z Lidla, dostrzegłam w nim swoją ostatnią szansę. Czy pomógł?
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Gdy podświetlona jest śpiąca owca, dziecko też powinno spać - to podstawowa zasada. Dzieci muszą jednak przyjąć ją do wiadomości
Gdy podświetlona jest śpiąca owca, dziecko też powinno spać - to podstawowa zasada. Dzieci muszą jednak przyjąć ją do wiadomości (wp.pl, Fot: Katarzyna Izdebska-Białka)
Qaqwqwrqw

Podeszłam do sprawy poważnie. Nigdy wcześniej nie słyszałam o dziecięcym trenerze snu, więc niezbędna była instrukcja. Rzecz w tym, że tylko część w wersji polskiej ma… 20 stron.

Produkt obsługiwać mają rodzice. Zapewne tacy, jak ja, czyli pracujący i szanujący każdą minutę dla siebie, kiedy ich dziecko śpi. 20 stron zniechęciło mnie dwa razy - przez dwa wieczory trener snu leżał odłogiem. Za trzecim podejściem się zawzięłam. Tylko zamiast czytać strona po stronie, sięgnęłam po dokładaną instrukcję obrazkową.

Kocham prostotę, rozumiem, dlaczego Google odniósł sukces. To urządzenie mogłoby być bardziej intuicyjne. wp.pl
Podziel się
Qaqwqwrqw

Polecam sięgnięcie po nią od razu. A najlepiej używanie obu naraz.

Obejrzyj także: 500+. Wiceminister rodziny zdradza, na co Polacy wydają pieniądze

Tak czy inaczej, jestem już mądrzejsza i wiem, że z urządzenia można korzystać na trzy sposoby.

Qaqwqwrqw

Po pierwsze: to zegarek z funkcją budzika. Można ustawić czas budzenia różny na zwykłe dni tygodnia i inne na weekend. Dzieci oczywiście nie muszą znać się na zegarku, dlatego można zamienić godzinę na uśmiechniętą mordkę - oczywiście owcy.

Po drugie: lampka nocna. Śpiąca owieczka może nam się przyjemnie świecić przez całą noc - przydatna dla dzieci, które boją się ciemności. Moje się nie boją, więc uznałam, że nie będę ich przyzwyczajać do czegoś tylko po to, żeby je potem od tego odzwyczajać.

Po trzecie: dziecięcy trener snu. No i tu zaczyna się właściwa opowieść.

Na początek wyznanie. Moje dziecko nie chodzi przykładnie samo spać o wyznaczonej mu porze. Nie kładzie się w łóżeczku i samo nie zasypia. Nieraz musimy się ostro namęczyć, żeby zasnęło. W grę wchodzi: czytanie, rysowanie palcem na plecach, śpiewanie, a w przypadkach krytycznych noszenie.

Qaqwqwrqw
Trener snu vs. stare sposoby. Już wiem, że jedno drugiego nie wyklucza. wp.pl
Podziel się

Problem numer dwa: dziecko budzi się - tu zauważam regularność - ZA WCZEŚNIE. - Słońce wstaje i ja też muszę - znacie ten tekst? My aż za dobrze.

Siłą rzeczy trener snu musiał rozbudzić moje nadzieje.

Jak to ma się udać?

Qaqwqwrqw

Chodzi o to, by dziecko zrozumiało, że jest pora pracy i zabawy oraz pora, kiedy się śpi. I przestać to kwestionować. Pomóc ma w tym szybka z dwiema postaciami owcy. Kiedy jest dzień, podświetlona jest biegnąca owieczka. Gdy jest noc, świeci się owieczka śpiąca. W założeniu więc dziecko, nawet jeśli przebudzi się w nocy albo nad ranem, widząc owieczkę śpiącą, ma przestać upierać się, że trzeba już wstawać.

Godziny, w których owca świeci "na dzień" i "na noc", można sobie ustawiać. Owca obudzi nas wybranym przez nas dźwiękiem. My postawiliśmy na śpiew ptaków.

Trener snu pomoże też w zasypianiu. Podświetlona owca da sygnał, że czas do łóżka. Można skorzystać też z kołysanek, które radośnie będą wybrzmiewać przez 10 minut. Jeśli dobrze pójdzie, to wystarczy. Jeśli dziecko w tym czasie nie zaśnie, trzeba wcisnąć przycisk ponownie.

Testowaliśmy trener snu z Lidla, przyznaję, nieregularnie - pracuję zmianowo i nie miałam szans przypilnowania, by z urządzenia korzystać codziennie. Ale pierwsze efekty pojawiły się szybko.

Qaqwqwrqw

Trener snu vs. zabawa w "kto obudził ranek?"

Pierwszego dnia po wytłumaczeniu, jak działa "nasza owca", mały wstał jak zawsze, czyli za wcześnie, i przez niecałą godzinę serio próbował położyć się spać. Kolejnego dnia to samo.

Mniej więcej po tygodniu syn, usłyszawszy za oknem prawdziwy śpiew ptaków, powiedział: mama, owca!

Czytaj również: Poszłam zbierać puszki pod mostem. Da się na tym zarobić?

Również mniej więcej po tygodniu syn przyzwyczaił się do dźwięku kołysanki z owcy. Zatem do repertuaru naszych rytuałów wspomagających zasypianie (czytanie, rysowanie palcem po plecach, śpiewanie, noszenie) doszedł jeszcze ten, wcale nie wypierając poprzednich.

W drugim tygodniu testów argument o układaniu się do snu, "bo owca śpi", przestał działać. Bo co z tego, że owca śpi, jeśli świat nie śpi. Skończyły się też próby układania do snu po zbyt wczesnym przebudzeniu. Starsza córka ma bowiem lepszą zabawę - w "kto obudził ranek?". Wygrywa ten, kto wstanie pierwszy...

Po miesiącu w naszym domu "owca – trener snu" jest dla mnie zegarkiem, dla synka pozytywką, a dla nas wszystkich bardzo ładnym gadżetem. Z trenowania snu nic nie wyszło, ale wiem, że potrzeba tu żelaznej konsekwencji. Ta nie jest naszą najmocniejszą stroną.

Czytaj także: Półki w Tesco pustoszeją. Setki produktów przecenionych o 50 procent

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl.

Polub WP Finanse
Qaqwqwrqw
Qaqwqwrqw