Handel wraca do Ptaka

Dziesięć tysięcy sprzedawców odzieży, obuwia, bielizny, skarpet i rajstop produkowanych w łódzkim zagłębiu tekstylnym ociera ostatnie łzy po chudych latach. Pod hale targowe rozlokowane między Rzgowem a Głuchowem podjeżdża coraz więcej samochodów z pustymi bagażnikami, a odjeżdża z pełnymi.

Obraz
Źródło zdjęć: © POLSKA Express Ilustrowany

Ale łaska Merkurego, boga handlu, zysku i kupiectwa, nie spłynęła na wszystkich w jednakowym stopniu. Gdy jedni nie nadążają ślinić palca liczącego utarg, inni drapią się nim po zatroskanym czole.

Słowianie jadą!

Takiego pobytu na tekstylia z targowisk, jak 15 czy 10 lat temu już nie będzie. Dlatego nawet babcia kupująca parę skarpetek w różyczki jest mile widzianym gościem. Ale puls handlowcom podskakuje i uśmiech niemal sięga uszu, gdy zjawia się z pustymi workami i torbami sklepikarz z Kijowa, Wilna, Mińska, Brześcia czy Odessy.

Fala ze Wschodu napływa dwa razy w tygodniu. W ubiegłą środę, o 3 nad ranem na parking w Centrum Handlowym "Ptak" wjechało 16 autokarów i 140 busów zza wschodniej granicy. Podobnie będzie w najbliższy poniedziałek. Siła nabywcza każdego z tych pojazdów to co najmniej 50.000 dolarów. Pasażerowie nie podróżują jak śledzie w beczce. W autokarach jest ich od pięciu do ośmiu, w busach jeszcze mniej. Miejsce, od luków bagażowych aż po dach, jest przecież potrzebne na torby z zakupami.

Od przyjazdu do godziny otwarcia 3.000 pawilonów w 14 halach o łącznej powierzchni 110.000 metrów kwadratowych przybysze mają kilka godzin na rozprostowanie kości i drzemkę w "komnacie oddechu". Budzą się kawą, herbatą - i po centrum przebiega dreszcz emocji. Znów będzie wielkie handlowanie!

Najpierw łódzki, potem chiński

Wala z Brześcia już napełniła sakwojaże. O zbyt i zarobek się nie martwi. Odbierze tylko, jak około 300 pozostałych "innastrańców", talon na darmowy posiłek lub zakupy w znajdującym się na terenie centrum sklepie - i do domu.
_ Mamy bliżej do Białegostoku, ale przyjeżdżam tu, dziesięć lat będzie, bo łódzki towar jest dobry. I cena dobra _ - "śpiewa" łamaną polszczyzną. _ Biorę wszystko, ile się zmieści - bluzki, kołdry, majtki, kurtki. Jak wracam, zaraz do mnie przyjeżdżają klienci, nawet z Krasnodaru i Kamczatki. Jest zbyt taki, że do Moskwy na Łużniki nie ma już co wieźć. _

Ukrainiec Alik opracował inny patent. Wysiada z autokaru pod Przemyślem i po polskiej stronie granicy sprzedaje łódzki zakup okolicznym mieszkańcom i "mrówkom" ze Wschodu.

Tomasz Nowak, producent i sprzedawca damskiej odzieży, o kupcach z sąsiednich krajów mówi:
_ Klient wschodni to dobry klient. Oni nie kupują na sztuki, tylko na paki. Są punktualni i słowni. Jak zamówią telefonicznie towar, to na pewno przyjadą i odbiorą. Gdy "innastrańcy" napchają już worki wyrobami łódzkich i podłódzkich krawców, dziewiarzy, czapników, szewców i kaletników, idą do hali "I", małej ojczyzny kilkuset Wietnamczyków handlujących głównie importem z Azji. _

Większość z nich to "uciekinierzy" ze Stadionu Dziesięciolecia i "Maximusa".
Nguyen Thi Kim Hai też zamieniła Warszawę na Łódź. Miała dobry dzień. Jej dżins trafił do sakwojaży nie tylko Rosjan, Ukraińców i Białorusinów, ale także Słowaków i Czechów.
_ Tu dużo lepiej, klienci cały tydzień kupić _ - zaciera drobne dłonie. Był obrok, jest bat

Temat "Maximusa" jakby zbladł w środowisku łódzkich producentów odzieży i handlowców. Kiedy cztery lata temu w Nadarzynie stanęły dwie pierwsze hale, wszyscy - właściciele targowisk i dzierżawcy stanowisk od Łodzi, przez Rzgów, Tuszyn aż po Głuchów - poczuli się niepewnie. Teraz niewidzialna ręka już nie ochlapuje, jak na początku było, czarną farbą billboardów "Maximusa" poustawianych między Łodzią a Tuszynem.

Jeśli handel gdzieś kuleje, to nie dlatego, że producenci i sprzedawcy pojechali szukać klientów pod Warszawę. Mimo kryzysu hurtowy Głuchów nadal nieźle funkcjonuje. "Polros" rodziny Gałkiewiczów na własne życzenie ograniczył ekspansję do jednej hali na 600 stanowisk. Koniec z końcem wiążą dwa prywatne bazary w Tuszynie i tylko trzeci, należący do miasta, z tysiąca dzierżawców stracił najwięcej, bo połowę.

_ Na fakty nie ma rady, a są one takie, że bez unowocześniania bazarów i ich infrastruktury nie ma targowania _- rozkłada ręce burmistrz Tuszyna, Tadeusz Walas. _ Trudno. "Ptak" inwestuje i dlatego działa na nas i innych konkurentów jak pompa ssąca. Dla mnie od własnego targowiska jest ważniejsze, by ponad 1200 tuszyńskich producentów tekstyliów miało zbyt. Nieważne, czy przez "Ptaka", Głuchów, "Mag- Tex", "Gminny" czy "Maximusa". _

Paweł Babski, wiceprezes "Ptak-Media" SA, w odniesieniu do centrum handlowego "Maximus", które miało zdruzgotać łódzkie zagłębie produkcji i handlu tekstyliami, przypomina stare porzekadło: "Jak konia łapią, to mu dają owsa. A jak już złapią, to częstują batem".

_ Wyszło na moje _- triumfuje. _ Nadarzyn nie jest dziś ani tańszy, ani atrakcyjniejszy dla klientów polskich i zagranicznych. My opieramy nasz biznes na cenionym, szczególnie na Wschodzie, towarze polskich producentów, a oni poszli w import z Azji i Turcji. _

_ Monitoruję "Maximusa" i wiem, że tam są Chiny i jeszcze raz Chiny _- dorzuca Kazimierz Ćwikła, wiceprezes ds. eksploatacji i rozwoju.

Mówią, że chcą odebrać podwarszawskiemu rywalowi ostatni atut - połączenia lotnicze ze światem.
_ Oni mają Okęcie, a my wspieramy pomysł połączenia boeingami łódzkiego lotniska z lotniskiem w Czerniowcach, oddalonych od Łodzi o 1200 kilometrów _- zdradza zamiar wiceprezes Babski. _ Z zajmującego 50 hektarów Kalinowskiego Rynku w Czerniowcach, na którym zaopatrują się także Rumuni, regularnie przyjeżdżają dwa razy w tygodniu kupcy po transporty towaru. Jak pięknie się człowiek czuje, gdy wchodząc w gąszcz alejek "Kalinowskiego", widzi skarpetki z Aleksandrowa Łódzkiego i Starowej Góry, łódzkie garsonki i buty. Na pytanie: czemu nie chińskie, czemu nie tureckie, oni odpowiadają: bo polski towar jest najlepszy. _

Bohdan Dmochowski
Express Ilustrowany

Wybrane dla Ciebie
Przebadali kawy. Zwycięską markę można kupić w Polsce
Przebadali kawy. Zwycięską markę można kupić w Polsce
Jeden dzień robi różnicę. Kiedy złożyć wniosek o emeryturę?
Jeden dzień robi różnicę. Kiedy złożyć wniosek o emeryturę?
Tyle kosztuje paliwo w Arabii Saudyjskiej. Czytelnik pokazał ceny
Tyle kosztuje paliwo w Arabii Saudyjskiej. Czytelnik pokazał ceny
Ten sprzęt podnosi rachunek o 180 zł. Zimą ratuje wielu Polaków
Ten sprzęt podnosi rachunek o 180 zł. Zimą ratuje wielu Polaków
Polacy zabierają pieniądze z banków. Dlaczego? Eksperci tłumaczą
Polacy zabierają pieniądze z banków. Dlaczego? Eksperci tłumaczą
Słynna sieć pizzerii zamyka 250 lokali w USA. Działa też w Polsce
Słynna sieć pizzerii zamyka 250 lokali w USA. Działa też w Polsce
Koniec sporów o smród na wsi. Oto co szykuje resort rolnictwa
Koniec sporów o smród na wsi. Oto co szykuje resort rolnictwa
Nowy zakaz w restauracjach w Turcji. Nie będzie kłótni o rachunek
Nowy zakaz w restauracjach w Turcji. Nie będzie kłótni o rachunek
Podnieśli mu czynsz o 10 tys. zł. Rolnik wygrał w sądzie
Podnieśli mu czynsz o 10 tys. zł. Rolnik wygrał w sądzie
Tyle zbierają po kolędzie. Parafie odsłaniają karty
Tyle zbierają po kolędzie. Parafie odsłaniają karty
Polacy kupili 4000 domów w Hiszpanii. Te lokale kuszą ich najbardziej
Polacy kupili 4000 domów w Hiszpanii. Te lokale kuszą ich najbardziej
Skarbówka wpadła na posesję. Znalazła podróbki warte 5,3 mln zł
Skarbówka wpadła na posesję. Znalazła podróbki warte 5,3 mln zł
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY 🌟