Trwa ładowanie...
holderName

Koronawirus. Nauczyciele upominają się o mydło w szkołach

Najprostszym sposobem na zmniejszenie ryzyka zarażenia się koronawirusem jest mycie rąk. Tymczasem, jak alarmuje ZNP, w wielu placówkach szkolnych brakuje mydła i jednorazowych ręczników.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Higiena to podstawa w walce z chorobami.
Higiena to podstawa w walce z chorobami. (wp.pl, Fot: WP.PL)
holderName

"Zwróciliśmy się do społecznych inspektorów pracy >>o ocenę stanu przygotowania szkół w zakresie wyposażenia w niezbędne środki czystości<<. MEN rekomenduje "częste mycie rąk z użyciem ciepłej wody i mydła", ale w wielu szkołach i przedszkolach brakuje mydła i ręczników" - napisał ZNP.

O brakach zawiadamiają Związek rodzice, a że sygnałów - jak określiła rzeczniczka ZNP Magdalena Kaszulanis w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną", jest "mnóstwo", stąd prośba do inspektoratów o zbadanie skali zjawiska.

holderName

Jak dodała w rozmowie z dziennikiem, w wielu szkołach pieniądze na zakup czystości już się skończyły, bywa, że zakup mydła finansują rodzice.

I nie chodzi o żele antybakteryjne. Problemy z ich zakupem są teraz bardzo częste, pisaliśmy, że z uwagi na wysokie zapotrzebowanie ciężko kupić je w całej Polsce. Rzecz w tym, iż - jak mówią nauczyciele - bywa, że brakuje zwykłego mydła.

Obejrzyj także: Epidemia koronawirusa. Minister zdrowia: mamy nadzieję, że będzie jak z grypą

holderName

Wiele szkół jednak wobec ryzyka koronawirusa wręcz edukuje dzieci, jak powinno się myć ręce. Jak pokazało Radio Gorzów, wiedzą o tym nawet trzylatki z przedszkola. Tamtejszy magistrat zapewnia też, że zapasy mydła są uzupełniane na bieżąco.

"Dziennik Gazeta Prawna" zwraca uwagę, że specustawa o walce z koronawirusem daje możliwość przesunięcia zakończenia roku szkolnego i początku roku szkolnego czy wprowadzenia nowego terminu egzaminów dla ośmioklasistów. Gdyby miało dojść do przesunięcia egzaminów, oznaczałoby to, że rekrutacja odbyłaby się w wakacje. A to mogłoby oznaczać dodatkowe wydatki oraz sporo zamieszania.

To tylko scenariusz na tzw. wszelki wypadek. Jak już pisaliśmy, w szczególnych przypadkach - gdyby było ryzyko zarażenia się wirusem w szkole - może dojść do czasowego zamknięcia placówki. - Dyrektor szkoły, jeżeli zobaczy, że był uczeń zarażony i choroba mogłaby się rozprzestrzenić, ma prawo zawiesić zajęcia w porozumieniu z organem prowadzącym - burmistrzem lub wójtem - mówił minister edukacji Dariusz Piontkowski w rozmowie z RMF.FM.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

holderName

Podziel się opinią

Share
holderName
holderName