Trwa ładowanie...

"Zabiję dziecko". Zostawił w windzie porażającą wiadomość. Prezes spółdzielni: nie odpuszczę

- Na osiedlu wybuchła panika. Nawet jeśli groźby to tylko głupi żart, czy chuligański wybryk, chcę wiedzieć, kto za tym stoi. Musi zrozumieć, co zrobił - mówi w rozmowie z finanse.wp.pl Michał Marcinkowski, prezes spółdzielni mieszkaniowej "Piast" w Katowicach. Nieznany sprawca w pięciu blokach w windzie zostawił wiadomość: Zabiję dziecko za kilka dni. Usłyszycie o mnie.

Groźby wypisane w windach bloku postawiły mieszkańców osiedla w Katowicach na bacznośćGroźby wypisane w windach bloku postawiły mieszkańców osiedla w Katowicach na bacznośćŹródło: East News, fot: Polska Press
d4b1nbz
d4b1nbz

Osiedle Tysiąclecia w Katowicach to jedno z największych blokowisk na Śląsku. Najwyższe budunki w metropolii znane są w całej Polsce z uwagi na charakterystyczny kształt, przypominający kolby kukurydzy.

Od kilku dni mieszkańcy tego osiedla żyją jednym tematem: kto grozi śmiercią naszym dzieciom?

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

"Budżet robiony na serwetce". Ekspert nie miał litości: nic tego nie usprawiedliwia

Wszystko za sprawą napisów, które nieznany sprawca zostawił w pięciu blokach na trzech ulicach katowickiego blokowiska. Wiadomość mrozi krew w żyłach: "Zabiję tu w bloku dziecko za kilka dni. Usłyszcie o mnie". I choć komunikat opatrzony jest narysowanymi "uśmiechami", nikomu do śmiechu nie jest.

d4b1nbz

- Wszyscy o tym mówią - mówi jedna z mieszkanek osiedla. - Mój syn od kilku tygodni sam chodzi do szkoły, bo uznałam, że już czas, by się bardziej usamodzielnił. Bardzo mu się to podoba, ale ja po tych groźbach jestem przerażona. On wychodzi, a ja dostaję palpitacji serca - przyznaje. - Rozmawiam z innymi rodzicami, mają tak samo. Czuć na osiedlu gęstą atmosferę - dodaje.

Policja nie wyklucza żadnego scenariusza

Na groźby natychmiast zareagowała zaalarmowana przez mieszkańców spółdzielnia mieszkaniowa. Napisy zostały od razu zamalowane, ale to - rzecz jasna - nie zamyka sprawy. Prezes SM "Piast" w rozmowie z nami zapowiada, że nie spocznie, dopóki ten, kto grozi mieszkańcom, nie zostanie ujęty.

- Ja się na tym osiedlu wychowałem - podkreśla Michał Marcinkowski. - I dlatego czuję się za ludzi odpowiedzialny. My tu jesteśmy ze sobą bardzo zżyci, znamy się, czujemy się wspólnotą. Zostałem prezesem tej spółdzielni jak miałem 32 lata, rządzę od 15 lat, ale czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem - przyznaje. - Sam mam dzieci i wiem, co przeżywają inni rodzice.

Sprawą zajmuje się policja, ale dla dobra prowadzonego śledztwa, nie chce ujawnić szczegółów postępowania.

d4b1nbz

- Nie wykluczamy żadnego ze scenariuszy: od zwykłego żartu, chiligańskiego czynu po faktyczne groźby karalne - mówi podkom. Agnieszka Żyłka, rzeczniczka prasowa Komendy Miejskiej w Katowicach. - Wszystkie opcje sprawdzamy. Dla dobra śledztwa niczego więcej nie mogę powiedzieć.

Zarząd spółdzielni zrzucił się na nagrodę

Spółdzielnia mieszkaniowa nie czeka z założonymi rękami. Prezes uznał, że w ustaleniu sprawcy pomoże wyznaczenie nagrody. Wraz z dwoma członkami zarządu z prywatnej kieszeni zrzucili się na nią i wyszło 11 tys. zł. Ten, kto pomoże w ujawnieniu sprawcy, może liczyć na przelew.

- Wyłożyłem 5 tys. zł, dwóch innych członków po 3 tys. Nie chcieliśmy tego ujawniać, bo my "lansu" nie potrzebujemy, ale w takich przypadkach musi być transparentność. Ludzie muszą wiedzieć, skąd są te pieniądze na nagrodę - tłumaczy Marcinkowski. - Nam po prostu zależy na rozwiązaniu problemu i uspokojeniu mieszkańców. To jest najważniejsze, a spokój i bezpieczeństwo ludzi nie ma ceny - dodaje.

Prezes zapewnia: ten, kto wskaże trop policji, dostanie 11 tys. zł. - Pieniądze przelejemy od razu. A ja jeszcze osobiście podziękuję - dodaje.

d4b1nbz

- Nawet jeśli to chuligański żart, wygłup jakichś nastolatków, dzieci - to ja chcę ich poznać - mówi Marcinkowski. - Oni muszą zrozumieć konsekwencje tego, co nawyrabiali. Ludzie się boją dzieci na podwórko wypuścić, a przecież pogoda jest piękna. Nikt takiej groźby nie zignoruje, bo każdy rodzic wyobraża sobie, co może się stać. To jest okropne. Do tego policja od kilku dni zajmuje się sprawą, która może okazać się kretyńskim wygłupem, i to z naszych podatków. Tak nie może być - uważa prezes SM "Piast" w Katowicach.

Telefon milczy. "Niech to się już skończy"

Spółdzielnia liczy na to, że 11 tys. zł złamie solidarność i ci, którzy wiedzą, kto groził dzieciom, zostanie wydany. Póki co, telefon w spółdzielni i w komendzie miejskiej policji milczy.

- Uczuliłem wszystkich naszych pracowników technicznych, by zwracali uwagę na obcych ludzi pojawiających się na osiedlu. Jest monitoring, na osiedlu widać patrole policji. Oby to się jak najszybciej skończyło - mówi prezes.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d4b1nbz
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d4b1nbz