Trwa ładowanie...

Ani Chińczycy, ani biopaliwa

Czy rzeczywiście żywność w Polsce jest droga? A jeżeli tak, to kto jest za to odpowiedzialny i czy jej cena będzie nadal rosnąć? Dyskutowali o tym dr hab. Jadwiga Seremak-Bulge z IERiGŻ, dr Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego i Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.

Share
Ani Chińczycy, ani biopaliwa
Źródło: Jupiterimages
d2c5jhb

Czy rzeczywiście żywność w Polsce jest droga? A jeżeli tak, to kto jest za to odpowiedzialny i czy jej cena będzie nadal rosnąć? Dyskutowali o tym dr hab. Jadwiga Seremak-Bulge z IERiGŻ, dr Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego i Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.

Z początkiem kwietnia Ministerstwo Rolnictwa alarmowało, że grozi nam 10-15-procentowy wzrost cen żywności. W lipcu mieliśmy widowiskową awanturę w Sejmie pod hasłem: jest drożyzna, niech rząd coś z tym zrobi. Czy to była tylko histeria, czy też obecne uspokojenie cen żywności jest chwilowe, a hasło: żywność jest droga - wciąż aktualne?

d2c5jhb

Doc. Jadwiga Seremak-Bulge: _ Jeżeli porównamy ceny żywności w długim okresie, to okaże się, że żywność staniała - i to znacznie. Od 2000 r. wzrost jej cen nie przekroczył wskaźnika inflacji. Od 2004 r. na skutek tzw. syndromu pointegracyjnego oraz bardzo dużej różnicy cen w Polsce i "starych" krajach członkowskich UE ceny ruszyły u nas mocno w górę. To były dwa lata - drugi raz w 2007 roku - kiedy żywność drożała w Polsce szybciej niż inne towary konsumpcyjne. W pozostałych latach mieliśmy do czynienia z relatywnym tanieniem żywności i do tej tendencji wracamy w roku 2008. _

Według Eurostatu, od kwietnia 2007 r. do kwietnia roku 2008 żywność zdrożała o 6,8 proc., a inflacja była na poziomie 4,3 proc.

Doc. Jadwiga Seremak-Bulge: _ Inflacja za cały rok 2007 wyniosła 2,5 proc., a żywność zdrożała o 4,9 proc. Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w roku 2004. Teraz wracamy do normalnego stanu, gdy żywność relatywnie nieco tanieje. To, co działo się w pierwszej połowie tego roku, gdy żywność drożała szybciej niż towary nieżywnościowe, wynikało z tego, że zastosowano wskaźniki rok do roku - bo de facto od początku 2008 r. mamy do czynienia z malejącym tempem wzrostu cen żywności. Duży przyrost cen skończył się w 2007 roku. A teraz mamy ich sezonową obniżkę. W 2008 roku żywność na pewno nie będzie elementem przyspieszającym inflację, a raczej będzie ją stabilizować. Będziemy mieli do czynienia ze stabilnym rynkiem żywnościowym. _

Dr Mateusz Szczurek: _ Przez ostatnie trzy lata - a nawet zaryzykowałbym twierdzenie, że chodzi o okres od 1999 do 2000 roku - coś się jednak zmieniło. Być może w Polsce rzeczywiście ceny żywności rosły nieco wolniej niż inflacja, ale w świecie nastąpiła zmiana. Przez całe dekady, od lat 50. aż do lat 70. minionego wieku - kiedy to nastąpił pierwszy powojenny wstrząs na rynkach żywnościowych - ceny żywności niemal zupełnie się nie zmieniały, a realnie malały i to bardzo znacząco. Później mamy skok cen pod koniec lat 70. - a potem znów przerwa, okres cen płaskich do 2000 r., kiedy na świecie zaczęły one rosnąć i w zeszłym roku osiągnęły dość zastraszające tempo tego wzrostu. W odpowiednio długiej perspektywie, rzecz jasna, to nie jest nic nadzwyczajnego, bo żywność zajmuje coraz mniej miejsca w potrzebach konsumpcyjnych... _

*Doc. Jadwiga Seremak-Bulge: *_ W krajach rozwiniętych... _

d2c5jhb

*Dr Mateusz Szczurek: *_ We wszystkich - bo w każdym kraju, gdy się bogaci, udział wydatków na żywność maleje. Ale na pewno ostatnie dwa lata mogły ten trend przyhamować, zwłaszcza w biedniejszych krajach. W Polsce - i to jest pocieszające - udział żywności w budżetach domowych zmalał, choć nieznacznie, pomimo katastrofalnych opisów tego, co się dzieje. Ten trend jest stały. Wynika to ze wzrostu dochodów. Jednak obawy, dotyczące wzrostu cen żywności, mają uzasadnienie. Szczególnie tegoroczny lipiec przyniósł wielkie załamanie na światowych rynkach; na szczęście złoty jest mocny, co - podobnie jak w przypadku ropy - hamuje u nas wzrost cen. Nie sądzę, żeby ceny żywności miały spadać, jak miało to miejsce w 2000 r. czy jeszcze wcześniej. _

Dyr. Andrzej Gantner: _ Czym innym są ekonomiczne wskaźniki dotyczące cen żywności, a czym innym subiektywne odczucia konsumentów... I trudno się temu dziwić, bo mimo że udział żywności w koszyku wydatków maleje, to wszelkie ruchy cenowe w tym segmencie rynku są bardzo mocno, choć niekiedy subiektywnie, odczuwalne. Uważam, że żywność nie będzie tańsza niż w tej chwili - nawet jeśli spadną ceny surowców rolnych. Są czynione próby podbijania koniunktury różnymi doniesieniami o suszach czy innych klęskach, ale wszystko wskazuje na to, że tegoroczne zbiory będą dobre. Ale oprócz surowców przedsiębiorstwa branży spożywczej mają przecież także inne koszty - płace, energia, transport. Te koszty cały czas rosną. Na rynek wewnętrzny rzutują trudności eksportowe. Rolnicy zaczynają narzekać, nie akceptują cen oferowanych przez przedsiębiorstwa - a te nie mogą oferować zbyt wysokich cen, bo to obniża ich konkurencyjność i hamuje popyt na rynku detalicznym oraz eksport. Z kolei my, zaradni konsumenci - wszyscy nimi
jesteśmy - w obliczu dużego wzrostu cen produktów, zwłaszcza wysoko przetworzonych, przerzucamy się na produkty tańsze, często będące gorszymi jakościowo substytutami. Ten proces przebiega z początku prawie niezauważalnie, ale jeżeli trwa zbyt długo, może nastąpić załamanie popytu w niektórych kategoriach produktów. Powrót do poziomów wyjściowych trwa zazwyczaj bardzo długo i wymaga dużych nakładów finansowych. _

Dr Mateusz Szczurek: _ To bardzo cenna uwaga, która każe z dużą ostrożnością interpretować dane inflacyjne - bo wskaźnik inflacji mówi nam o wzroście cen produktów z koszyka konsumpcyjnego. A przecież on się zmienia. Dlatego wstrząsy cenowe na rynku żywności nie załamują gospodarstw domowych, bo jeśli jakiś gatunek owoców bardzo drożeje, to po prostu kupuje się inne. _ Powiedzmy zatem wyraźnie - awantura, która w lipcu miała miejsce w Sejmie, to była polityczno-populistyczna histeria, a nie diagnoza sytuacji?

Doc. Jadwiga Seremak-Bulge: _ Oczywiście! Uważam, że również wiosenna opinia resortu rolnictwa na temat cen żywności była mocno przesadzona i nie oparta na realiach. Było mało prawdopodobne, by tak znaczny wzrost cen mógł się w tym roku powtórzyć dla całej żywności - co nie znaczy, że nie mogą zdrożeć niektóre produkty, np. wieprzowina, ze względu na to, że przez dwa lata była bardzo mało opłacalna. To oczywiste, że cena musi w długim czasie pokryć pełne koszty produkcji, bo żadne przedsiębiorstwo - także rolnik - nie będzie produkowało ze stratami. Koszty firm to także płace, które rosną w Polsce szybko: w 2007 r. żywność zdrożała o 5 proc. - ale płace wzrosły o 9 proc. Nikt chyba nie oczekuje tego, że żywność będzie taniała bezwzględnie, ważne jest natomiast, jak jej ceny będą rosły w stosunku do płac i do cen innych towarów. Wszyscy specjaliści na świecie spodziewają się, że żywność będzie drożała szybciej niż dotychczas. _

d2c5jhb

W raporcie Banku Światowego mówi się, że rosnące ceny żywności wepchnęły w nędzę 100 mln ludzi, a winne są temu przede wszystkim biopaliwa. Jakie najważniejsze czynniki w skali światowej powodują wzrost cen żywności - biopaliwa, rosnący popyt w Chinach, Indiach i Brazylii, susza w Australii, międzynarodowa spekulacja, wzrost kosztów produkcji rolnej?

Doc. Jadwiga Seremak-Bulge: _ Decydujące jest to, że od co najmniej 10 lat albo i dłużej mamy wysokie tempo rozwoju krajów rozwijających się. W związku z tym szybciej rosną dochody tamtejszych konsumentów. Tych ludzi stać wreszcie na poprawę poziomu swego wyżywienia. To sprawia, że zapotrzebowanie na żywność będzie rosło. _
Dr Mateusz Szczurek:_ Teorii dotyczących przyczyn wzrostu cen jest kilka i pewnie wszystkie nie są do końca prawdziwe. Azjatów zostawiłbym w spokoju. Głównymi importerami mięsa są Stany Zjednoczone, Rosja, Unia Europejska, Japonia, Meksyk, Korea Południowa; Chiny nie są nawet w pierwszej dziesiątce... _

Doc. Jadwiga Seremak-Bulge: _ Wśród eksporterów ma pan też Stany Zjednoczone i Europę... _

Dr Mateusz Szczurek: _ Chodzi o to, że spożycie, owszem, rośnie, zwłaszcza mięsa, ale rośnie też produkcja. Nie ma więc jakiejś dramatycznej nierównowagi na rynku żywności, która powodowałaby wielkie wzrosty cen. Być może wzrost dochodów będzie na tyle szybki, że produkcja nie będzie w tych krajach nadążała. Ale wzrost spożycia w krajach azjatyckich nie spowodował kilkudziesięcioprocentowego czy kilkusetprocentowego wzrostu cen. _
Doc. Jadwiga Seremak-Bulge: _ Ja mówiłam o tempie długookresowym. Nałożyło się tu na siebie kilka czynników - zjawiska losowe, wzrost cen energii i generalnie kosztów produkcji. Nałożyła się też - i to zaniepokoiło świat - dyskusja nad politykami rolnymi, nad odchodzeniem od polityki protekcjonizmu. Ale by liberalizacja była możliwa, trzeba było zrównać światowe ceny żywności z dużo wyższymi jej cenami w Unii Europejskiej i USA. Lekarstwem miało być zużycie surowców rolniczych na cele energetyczne. Histerię tak naprawdę wywołały kraje wysoko rozwinięte, bo w 2007 r. okazało się nagle, że Europa może być także zagrożona brakiem żywności. _

Dyr. Andrzej Gantner: _ Na załamanie rynku żywności zarówno w Unii, jak i na całym świecie złożyło się wiele czynników. Ja również nie przeceniałbym roli wzrostu spożycia - to nie Chińczycy zjedli naszą żywność. Winien jest ten, kto doprowadził do niedoborów na rynku surowców - a tu winowajców jest wielu. Jednym z nich jest niewątpliwie zły kierunek wspólnej polityki rolnej, nastawionej wyłącznie na ochronę wytwórców, a nie na produkowanie odpowiedniej ilości żywności i zapewnienie zapasów, które mogłyby stabilizować rynek. Podjęte działania bardzo skutecznie doprowadziły do poważnego uszczuplenia zapasów strategicznych surowców i w momencie wystąpienia wielu nakładających się na siebie niekorzystnych zjawisk zaowocowały gwałtownym skokiem cen. Rok 2007 pokazał, że gospodarka żywnościowa, w tym rolnictwo, jest skomplikowanym mechanizmem, w którym nie powinno się mieszać politycznym patyczkiem, bo raz uruchomione procesy bardzo ciężko zatrzymać. Rolnictwo to nie linia produkcyjna, gdzie z dnia na dzień
można zwiększyć produkcję. Tak jak wiele procesów w ekonomii i tutaj wiele procesów zachodzi podskórnie, rok po roku są pewne symptomy (chociażby spadek zapasów, co było widoczne już w 2006 roku) - i nagle okazuje się, że system potrafi załamać się w ciągu jednego roku... _

d2c5jhb

Skończyła się góra masła, skończyły się elewatory pełne zboża.

Dyr. Andrzej Gantner: _ Dokładnie! Przemysł spożywczy konkuruje o surowce z przemysłem biopaliwowym. Pomysł teoretycznie był logiczny: trzeba coś zrobić z zapasami. Ale rodzi się pytanie: dlaczego mamy nie mieć zapasów? Czy możemy ich nie mieć? Z raportu Banku Światowego wynika, że 50 proc. wzrostu spożycia surowców rolnych przypada na przemysł biopaliwowy. A ponieważ produkcja tych surowców nie wzrosła, lecz spadła ze względu na czynniki losowe - to właśnie jest odpowiedź na pytanie, dlaczego nagle załamał się rynek surowcowy i dlaczego ceny poszły w górę. _

Doc. Jadwiga Seremak-Bulge: _ Nie mogę się z tym do końca zgodzić. Zużycie dwóch surowców rolnych do produkcji bioenergii rzeczywiście wpłynęło na obecną sytuację. Mam na myśli politykę Stanów Zjednoczonych, bardzo mocno wspierającą tę produkcję i związany z tym wzrost cen kukurydzy: tam 40 proc. kukurydzy zużywa się do wytwarzania biopaliw. Drugi surowiec to rzepak używany do produkcji olejów. Te dwa surowce miały rzeczywiście duży wpływ na zmiany cen. To było zamierzone działanie. Jednak w Europie i na świecie na cele energetyczne zużywa się zaledwie 2 proc. produkcji rolniczej. To nie mogło zdestabilizować rynku żywnościowego. _

Dyr. Andrzej Gantner: _ Jeśli zamierzone, to tym gorzej. Zapłacimy za to wszyscy jako konsumenci, zapłacimy jako przemysł pewnym spowolnieniem, zapłaci cała gospodarka. Czy ludzie, odpowiedzialni za wspólną politykę rolną i zarządzanie bilansem surowców rolnych zarówno na poziomie europejskim, jak i światowym, podjęli właściwe decyzje? Dziś wszystko wskazuje na to, że były to decyzje błędne. Doprowadziły do destabilizacji rynków rolnych, stworzyły rynek planowanego niedoboru, otwierając tym samym drogę do spekulacji. Czy takie działania mogą być akceptowane społecznie? Moim zdaniem, nie i przemysł biopaliwowy będzie musiał się uporać z pytaniem, czy zasadne jest przerabianie żywności na paliwa. Cała polityczna debata dotycząca drożyzny była nastawiona na szukanie kozła ofiarnego, czyli tzw. spekulantów. Mam wrażenie, że pomylono przyczynę ze skutkiem, a chęć uzyskania wyższej ceny jest naturalna dla handlu i nie jest obca rolnikom, którzy przetrzymują zboże, licząc na wyższą cenę. Czy ich też minister
rolnictwa nazwie spekulantami? Winni są ci, którzy nierozsądną polityką naruszyli stabilność rynków rolnych, w tym poprzez rozwój produkcji biopaliw I generacji. _

Doc. Jadwiga Seremak-Bulge: _ Nie zgadzam się z panem. Akurat na likwidacji zapasów zbóż w UE nie zaważyła decyzja USA. W Europie prawie w ogóle nie zużywa się zbóż do produkcji bioetanolu, to zaledwie 1-2 proc. _

d2c5jhb

Dyr. Andrzej Gantner: _ To "prawie" w sytuacji niedoborów, suszy i braku zapasów robi wielką różnicę, to jak motyl na sztandze - może nie był to główny czynnik, ale mógł przeważyć... _

Doc. Jadwiga Seremak-Bulge: _ Nieprawda! Natomiast rzeczywiście - i tu się z panem zgadzam - jest kwestia, jak daleko można iść z liberalizacją, czy możliwe jest odejście od polityki podtrzymywania cen, czy rolnictwo ma być takim samym biznesem jak każdy inny, czy musi być w sposób specjalny chronione, jak dotychczas. _

Jakie znaczenie ma wobec tego fiasko rozmów o liberalizacji światowego handlu żywnością?

Doc. Jadwiga Seremak-Bulge: _ Według mnie za fiasko tych rozmów są odpowiedzialne przede wszystkim kraje rozwijające się, które licząc na utrzymywanie się wysokich cen żywności wcale nie są zainteresowane otwieraniem swoich rynków przemysłowych na import z państw wysoko rozwiniętych, bo wiedzą, że i tak będą eksportować swoją żywność po wysokich cenach. _

Dr Mateusz Szczurek: _ Tu dochodzimy do ciekawej kwestii konfliktu pomiędzy krajami biednymi i bogatymi. Przy całej panice medialnej, która dotknęła również Polskę, Europa nie ucierpiała zbytnio na wzrostach cen żywności. Dla osób zarabiających mniej są one bolesne - ale nie tak bolesne, jak w krajach biedniejszych. Weźmy choćby Ukrainę, gdzie wydatki na żywność pochłaniają ok. 60 proc. budżetu gospodarstw domowych, a nie, jak w Polsce, dwadzieścia kilka - co i tak jest prawie rekordowym poziomem w UE. _ Unijna średnia to nieco ponad 14 proc.

Dr Mateusz Szczurek: _ Wspólna polityka rolna, prowadzona przez całe dziesięciolecia, pokazała, że siła polityczna rolników jest nieproporcjonalnie duża w stosunku do ich liczby. Przecież w bogatych krajach osób zatrudnionych w rolnictwie jest bardzo mało, im kraj biedniejszy, tym jest ich więcej. Tego rodzaju układ aż prosi się o zawyżanie cen bądź dopłaty ze wspólnej kasy. Zobaczmy jednak, co dzieje się w krajach mniej rozwiniętych, bo o zmianach w ich polityce rolnej robi się ostatnio głośno. Wprowadzane są bariery eksportowe, dopłaty do cen żywności, które mają ogromne znaczenie dla społeczeństwa, a także znaczenie makroekonomiczne. _

d2c5jhb

A jak z punktu widzenia polskich przetwórców żywności powinna wyglądać polityka Unii Europejskiej?

Dyr. Andrzej Gantner: _ Najważniejsza jest stabilizacja. Tak naprawdę poziom cen nie ma aż tak dużego znaczenia, pod warunkiem, że znacząco nie przewyższa poziomu dochodów oraz cen światowych. Stabilność ma natomiast kolosalne znaczenie dla procesów inwestycyjnych oraz oceny ryzyka, chociażby przy zawieraniu kontraktów z sieciami wielkopowierzchniowymi. _

Doc. Jadwiga Seremak-Bulge: _ Cała wspólna polityka rolna polegała na tym, że podtrzymywała dochody rolników i zdejmowała bardzo dużą część ryzyka z przetwórców poprzez subsydia do eksportu, do przerobu i wykorzystania np. masła. Przemysł spożywczy miał w UE luksusowe warunki - ale to się kończy... _

Dyr. Andrzej Gantner: _ Teraz jest tak, że tracimy dopłaty, zostajemy w systemie produkcji surowców rolnych, który próbuje się urynkowić - ale moim zdaniem to niespecjalnie się uda, bo choćby próby likwidacji kwot spotykają się z bardzo dużym oporem rolników... _

Doc. Jadwiga Seremak-Bulge: _ Bo ktoś wmówił rolnikom, że kwoty podtrzymują ceny - kompletna bzdura! _

Dyr. Andrzej Gantner: _ Rolnicy nie są generalnie zainteresowani spadkiem cen. My natomiast tracimy pewną część siły konkurencyjnej, jak choćby dopłaty do eksportu - i rodzi się w tej sytuacji pytanie, jak będzie wyglądała nasza konkurencyjność na rynku europejskim, a przede wszystkim na rynkach krajów trzecich. Eksport na te rynki jest z punktu widzenia stabilności całego rynku wewnętrznego kluczowy - jest też kluczową sprawą dla rolników, bo gwarantuje popyt na wytwarzane przez nich surowce. _

Już zbieramy w naszym portalu niepokojące sygnały na ten temat - od mleczarzy, przetwórców mięsa...

Dyr. Andrzej Gantner: _ Warto zastanowić się nad tym, czy ten protekcjonizm w dłuższej perspektywie nie wyjdzie wszystkim bokiem - zarówno przemysłowi, bo wiąże się ze spadkiem konkurencyjności, obrotów, utratą rynków, jak i rolnikom, bo utracą część odbiorców surowca, a jego ceny zmaleją. Obecna sytuacja pokazuje, że tak naprawdę nie ma wielkiego zainteresowania ze strony polityków działaniami, które mogą obniżyć ceny surowców i żywności. Moim zdaniem, oni wolą mieć drogi surowiec, bo to daje teoretyczny spokój po stronie lobby rolniczego (oczywiście, tylko do czasu, kiedy nie spadnie popyt) i nie jest ważne, że w ten sposób znacząco obniżają konkurencyjność unijnego eksportu. _

*Dr Mateusz Szczurek: *_ Ale to oznacza, że będziemy musieli bardzo mocno chronić rynek unijny. Obecna runda negocjacji liberalizacyjnych upadła, ale one za jakiś czas mogą zakończyć się sukcesem. I wtedy może się okazać, że nagle wylądujemy pośrodku wielkiego, globalnego rynku z nieefektywnym, niekonkurencyjnym rolnictwem. Może się okazać, że zamiast walczyć o rynek rosyjski - będziemy wcinali rosyjskie ciasteczka, bo oni bardzo dużo inwestują w przemysł żywnościowy, mają dostęp do tanich surowców, nie mają wielu ograniczeń, które my mamy - choćby kwotowych. Należy się bardzo mocno zastanowić, jak zmienić wspólną politykę rolną i całą politykę gospodarczą, jeśli chodzi o surowce i produkty przetworzone - żeby wesprzeć tę część naszej gospodarki. Bardzo ważną część, bo przemysł żywnościowy w Polsce to jest 14 proc. PKB. _

Doc. Jadwiga Seremak-Bulge: _ Tylko z tego, co pan powiedział, jasno wynika, że liberalizacja - a jest ona chyba konieczna - będzie niemożliwa, jeśli ceny światowe nie wzrosną o poziomu krajów wysoko rozwiniętych. Eksperci FAO i OECD przygotowali w maju tego roku prognozę do roku 2017. Przyjęli założenia makroekonomiczne: wartość dolara wzrośnie, świat nie będzie dotknięty kryzysem i będzie się rozwijał w takim tempie, jak dotychczas - i przewidują nominalny wzrost cen ok. 60 proc. - w stosunku do poprzedniej dekady, nie do 2007 r., kiedy to rynek żywnościowy został zdestabilizowany. Realnie ceny mają wzrosnąć o 30-40 proc. _

Żegnamy się z erą stabilnych cen żywności?

Dr Mateusz Szczurek: _ Chyba nikt nie oczekuje powrotu cen żywności do poziomu, jaki pamiętamy z lat 90. Biopaliwa nie znikną, koszty produkcji raczej wzrosną, niż zmaleją. _

Dyr. Andrzej Gantner: _ Wszelkim decyzjom powinna przyświecać lekarska dewiza: przede wszystkim nie szkodzić - czyli podejmować działania stabilizujące sytuację. Natomiast nie widzę możliwości obniżenia cen żywności. Chyba że podejmie się decyzję o obniżeniu stawki VAT. To jest raczej niemożliwe, bo jednym z największych beneficjentów rosnących cen żywności jest właśnie budżet państwa. _

*Dr Mateusz Szczurek: *_ Rynek surowców rolnych jest trudny - z jednej strony bardzo mocno związany z gospodarką rynkową, a z drugiej od niej oderwany, podatny na mnóstwo innych czynników, które go bardzo poważnie destabilizują. Pytanie - w jaki sposób mądrze (i czy w ogóle) wspierać rolnictwo, żeby koszty, jakie przy okazji ponosi całe społeczeństwo, zwracały się, właśnie poprzez pewną stabilizację. _

Doc. Jadwiga Seremak-Bulge: _ Wysokie ceny żywności będą dla państw rozwijających się zachętą do jej produkowania i eksportowania. Ważne, aby byli konsumenci gotowi zapłacić za nią wyższe ceny. Taniej nie będzie! Ale jeśli nasze dochody będą rosły co najmniej równie szybko, jak ceny żywności - nie będzie to dla nas tak bolesne. _

Jerzy Korejwo, Jan Bazyl Lipszyc
Rynek Spożywczy

d2c5jhb

Podziel się opinią

Share
d2c5jhb
d2c5jhb