Trwa ładowanie...

Co robią menedżerowie, by podwyższyć swą skuteczność?

Osoba z pucułowatą twarzą czy łagodnym spojrzeniem, zdaniem niektórych, może nic nie wskórać podczas negocjacji

Share
Co robią menedżerowie, by podwyższyć swą skuteczność?
Źródło: Thinkstockphotos
d21hnvc

Ugrzecznienie, garnitury i ekskluzywne nesesery w kąt! Liczy się młodość, energia i spontaniczność! Szefowie firm coraz częściej chcą, by reprezentowali ich menedżerowie oryginalni, ujmujący niestandardowym zachowaniem. W sytuacji, gdy na rynku brakuje skutecznych profesjonalistów, nowe wymagania stawiane przedstawicielom handlowym lub właśnie menedżerom, mogą dziwić lub uchodzić za trudne do zrealizowania. Tymczasem osoby zajmujące się rekrutacją przekonują, że dziś menedżer powinien być dobrym aktorem. A tego można się nauczyć. Albo można to wykreować.

Ulepić odpowiednią twarz

Firma wysyła pracowników, którzy mają ją reprezentować na zewnątrz, na specjalne szkolenia. Trenerzy tworzą ich image – od ubioru, fryzury, po zachowanie, sposób bycia. Już nie tylko politycy uczą się jak pokazać się z jak najlepszej strony. Dziś swój wizerunek lepią niczym z plasteliny również menedżerowie. Firma w tego typu treningi jest w stanie zainwestować krocie – nic dziwnego, bo czasem od gestów czy mimiki twarzy zależą milionowe kontrakty.

d21hnvc

- Na Zachodzie to normalne, że szefowie zastanawiają się wraz ze specjalistami nad stylem firmy. Odpowiadają na kluczowe pytania, czy pokazujemy się jako zimni i klasyczni profesjonaliści, czy jako energiczni szaleńcy, którzy mogą wszystko. W takich firmach o styl ubierania się dbają projektanci, nawet fryzura musi pasować do całego obrazka. Menedżerowie dbają o wygląd. Udają się nie tylko na zabiegi kosmetyczne, ale też na operacje plastyczne. Do drastycznych form kreowania wizerunku należy usuwanie gruczołów wydzielających pot, by menedżer nie spocił się podczas negocjacji i mógł z niewzruszoną twarzą dyktować warunki.

Menedżerowie poprawiają sobie też rysy twarzy, by były - na przykład - bardziej surowe czy zdecydowane. Osoba z pucułowatą twarzą lub łagodnym spojrzeniem, zdaniem niektórych, może nic nie wskórać podczas negocjacji. Chociaż jest świetnym pracownikiem, by zwiększyć jej skuteczność, jest wysyłana pod skalpel. W świecie biznesu zacierają się kwestie damsko-męskie. Zdarza się, że również kobiety idą na operację, nie po to by powiększyć biust, ale po to, by poprawić łuki brwiowe, tak by spojrzenie było bardziej przenikliwe, porażające rozmówcę. Tu nie tyle chodzi o to, by menedżerki były seksowne czy piękne, ale by ich mimika była przekonująca albo budząca zaufanie klienta biznesowego - opowiada Magdalena Troszka, specjalista HR. Trampki zamiast lakierek

- Maska menedżera jest też dostosowywana do klienta czy partnera – dodaje Magdalena Troszka. - Oryginalny i wyluzowany reprezentant danej firmy, na spotkaniu z innym klientem, może już wystąpić w roli małomównego odludka. Te metody już są wykorzystywane u nas. Obecnie funkcjonuje styl „na luzaka”. Zdarza się, że warunki umowy negocjują menedżerowie z bujną czupryną i z trampkami na stopach, zamiast lakierek. Jeszcze kilka lat temu było to nie do pomyślenia, komuś takiemu klient nie byłby w stanie zaufać. Dziś oryginalność jest utożsamiana z młodością, siłą przebicia, pewnością siebie. Jeśli menedżer przychodzi na spotkanie ubrany ekstrawagancko to znaczy, że nie chce wpisywać się w konwenanse i standardy. A żeby iść inną drogą (klient ma wierzyć, że swoją) trzeba mieć wielką siłę.

Stawiamy na indywidualność

Nie zawsze jednak oryginalny sposób bycia jest sztucznie kreowany. Kierownicy lub przedstawiciele nie paradują z barwnymi czuprynami, bo być może zabrania im tego regulamin firmowy, tymczasem ich wielkim marzeniem jest nietypowa fryzura. Firmy starają się odchodzić od jednolitego wizerunku, zaczynają stawiać na indywidualność pracowników i to nie tylko w ubiorze. - Jednolity ubiór czy sposób zachowania zgodny z obowiązującym ugrzecznionym kanonem w jakiś sposób ogranicza lub blokuje pracowników. Osoba będzie dobrze pracować, jeśli w pracy będzie sobą, jeśli nie będzie się na każdym kroku kontrolować, korygować swego zachowania. Stąd w firmach zaczyna panować tak zwany dopuszczalny luz. Oczywiście nie chodzi o to, by nagle pracownik zaczął bluzgać przekleństwami i pić alkohol w biurze. Chodzi o to, by czuł się nieskrępowany. Dlatego już dziś są firmy, w których szef chodzi w dresie. Relaksuje się z pracownikami na siłowni w środku dnia pracy, a na półce stawia kolekcję swoich modeli lokomotyw, które przynoszą
mu szczęście. Pracuje zaś przy komputerze w kowbojskim kapeluszu, który kupił sobie na pamiątkę w Stanach – dodaje Magdalena Troszka.

d21hnvc

Czy taki trend upowszechni się w innych zakładach pracy? Czy rzeczywiście odpowiadałoby nam, gdyby obsługiwała nas w urzędzie skarbowym osoba w oryginalnym stroju zamiast w szarym garniturze? A może większym zaufaniem darzylibyśmy dentystę, który pochylałby się nad nami ubrany w sportowy strój? Prawdopodobnie wizerunek luzaka mógłby być przekonujący dla określonej grupy. Dla wszystkich? Raczej nie.

(toy)/MA

d21hnvc

Podziel się opinią

Share
d21hnvc
d21hnvc