Trwa ładowanie...

Podatek zabije łupki?

Politycy już dzielili skórę na niedźwiedziu i przebijali się w obietnicach, co zrobią za pieniądze uzyskane ze sprzedaży gazu łupkowego. Tymczasem dziś, nie dość, że wciąż nie wiadomo ile tak naprawdę tego gazu jest, to jeszcze pomysł rządu może spowodować, że zmaleje liczba chętnych do jego wydobywania. Oczywiście poszło o podatki.

Share
Podatek zabije łupki?
Źródło: AFP, fot: Janek Skarzyński
d3kt9ik

O gazie łupkowym w Polsce mówi się od dobrych kilku lat. Kiedy do mediów przedostała się informacja, że amerykańska Agencja ds. Energii (EIA) szacuje złoża gazu łupkowego w Polsce na ok. 5,3 bln metrów sześciennych zapanowała euforia.

Mieliśmy mieć tak duże złoża, że pozwoliłyby nam one na energetyczną samodzielność. Ba, mieliśmy zostać drugą Norwegią, która z pieniędzy ze sprzedaży ropy utworzyła specjalny fundusz majątkowy służący emerytom. Wszystkie te obietnice były składane bez faktycznej znajomości zasobów złóż.

Pierwszy zgrzyt nastąpił, kiedy w 2012 roku swoje szacunki przedstawił Państwowy Instytut Geologiczny. Z jego raportu wynikało, że gazu jest pięć razy mniej niż zakładano. Zamiast ponad pięciu bilionów maksymalnie mamy dwa, ale prawdopodobniej nasze złoża liczą od 346 do 768 miliardów metrów sześciennych. To wciąż sporo, dla porównania udokumentowane złoża zasobów konwencjonalnych wynoszą ok 145 mld metrów sześciennych. Przy obecnym rocznym zapotrzebowaniu na gaz ziemny w Polsce (ok. 14,5 mld m3), wystarczy to na zaspokojenie potrzeb polskiego rynku przez prawie 65 lat. Jak przeliczają eksperci, to także blisko 200 lat produkcji gazu ziemnego w Polsce na dotychczasowym poziomie (bez zmiany poziomu i proporcji podaży z importu i ze źródeł krajowych).

d3kt9ik

Od kiedy tylko pojawiły się pierwsze informacje o gazie łupkowym rząd wielokrotnie obiecywał, że będą ułatwienia dla firm, które będą szukać złóż gazu łupkowego w Polsce. Premier Donald Tusk nie raz deklarował, że zależy mu na przyśpieszeniu tego procesu. Tymczasem zainteresowanie naszymi złożami spadło.

Koncerny uciekają

Na początku tego roku w Polsce było czynnych 93 koncesji, chociaż rok wcześniej było ich aż 113. Ale nie tylko liczba koncesji maleje. Z naszego kraju wycofało się już kilku poważnych graczy z tej branży: grupa Eni, Exxon, Marathon Oil i Talisman. Z poszukiwania gazu łupkowego zrezygnowało KGHM, które miało umowę z Eneą, PGNiG, PGE i Tauronem - wygasła ona z końcem zeszłego roku. Czemu odchodzą, skoro gazu może być sporo?
Po pierwsze polskie prawo geologiczne jest niejasne. Po drugie efekty były niezbyt zadowalające w stosunku do inwestycji poniesionych przez koncerny. Koszt wykonania jednego szybu jest ogromny, to nawet kilkadziesiąt milionów złotych. Tymczasem do tej pory w większości przypadków w naszych odwiertach ilość gazu, która docierała na powierzchnię po procesie szczelinowania była zbyt mała wobec oczekiwań. Mówiąc wprost - nie opłacało się.

Biorąc te trudności pod uwagę rząd zadeklarował, że wyjdzie naprzeciw firmom i by je zachęcić do inwestycji ogłosił, że podatek od gazu łupkowego zacznie obowiązywać od 2020 roku. Jednak to, w jaki sposób go się wprowadza może zniechęcić wielu potencjalnych inwestorów.

- KGHM uważa, że przynajmniej poszukiwania gazu łupkowego w Polsce, to projekt, który warto prowadzić. Ale to nie jest nasza działka, my się zajmujemy miedzią. Inną sprawą są rozwiązania prawne dotyczące gazu łupkowego, jak wiemy nie tylko w naszej opinii jest tutaj wiele do zrobienia - komentuje Dariusz Wyborski, rzecznik prasowy koncernu.

d3kt9ik

Więcej podatków

Nasi posłowie pracują aż nad trzema ustawami, które mogą wpłynąć na to jak wygląda poziom opodatkowania działalności związanej z eksploatacją złóż ropy i gazu. W konsekwencji całkowity podatek nie tylko będzie oscylował na poziomie 40 proc., to jeszcze może przekroczyć ten próg i dobić do 60 proc.

Przy obecnym kształcie projektów wychodzi na to, że przedsiębiorcy próbujący wydobywać łupki będą mieli do czynienia z kilkoma różnymi opłatami, m.in. opłaty eksploatacyjne, wynagrodzenie z tytułu użytkowania górniczego, wynagrodzenie za korzystanie z informacji geologicznej, podatek dochodowy od osób prawnych i najnowszy specjalny podatek od węglowodorów.

Ten ostatni właśnie ma być pobierany od 2020 roku, co i tak jest zbyt wczesną datą uwzględniając fakt, że firmy nie planują rozpocząć wydobycia na przemysłową skalę przed tą datą. Zgodnie z projektem jego stawka ma zależeć od relacji przychodów i wydatków i wynosić od 0 do 25 proc. Do tego zapisano, że daniny tej nie zapłacą spółki, których działalność wydobywcza nie przyniesie zysku, lub nie będzie on znaczny. Jednak jest konstrukcja powoduje, że nie wszystkie koszty, które normalnie uważa się za koszty kwalifikowane wydobycia, będą mogły zostać wzięte pod uwagę. Jednak to nie wszystko.

- Podatek ten przede wszystkim uderzy, co jest najważniejsze, w gaz obecny. Generalnie gazu łupkowego wciąż szukamy, a to będzie obciążenie tego gazu, który jest teraz wydobywany. Obciążenie na dobrych kilkaset milionów złotych rocznie, które spowoduje, że to klienci zapłacą więcej - komentuje Andrzej Szczęśniak, niezależny ekspert rynku ropy i paliw, gazu płynnego i ziemnego.

d3kt9ik

To nie koniec problemów jakie może spowodować nowy podatek. Zdaniem Tomasz Chmala, eksperta Instytutu Sobieskiego, istnieje ryzyko, że najbardziej poszkodowanym będzie najpoważniejszy producent gazu w Polsce, jakim jest PGNiG.

- Tworzenie nowych regulacji uderzających w państwowe firmy, które przeniosą ten koszt na odbiorców w kraju, a nie poza granicami, jest trochę nieskuteczne. Przelewamy pieniądze z jednej kieszeni do drugiej w ramach Skarbu Państwa albo opodatkowujemy znów gospodarstwa domowe czy przemysł, który kupuje gaz produkowany w Polsce. To nie jest dobra koncepcja - podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Chmal z Instytutu Sobieskiego.

PGNiG przyznaje, że ustawa o specjalnym podatku węglowodorowym wprowadza rozwiązania podatkowe, które według szacunków PGNiG będą w istotny sposób ograniczały możliwości finansowe Spółki w zakresie poszukiwania i eksploatacji zarówno konwencjonalnych jak i niekonwencjonalnych złóż.

- Wstępne szacunki wskazują, że wprowadzenie ustawy w obecnym kształcie spowoduje dodatkowe obciążenia podatkowe dla Spółki w wysokości 1,2 mld PLN rocznie, co stanowi około 60% wyniku netto Spółki za rok 2012. Nie tylko ograniczy to dostępność zasobów własnych, ale utrudni także uzyskanie finansowania zewnętrznego - powiedziała WP.PL Małgorzata Olczyk z biura prasowego PGNiG.
Olczyk zdradziła nam też jak wyglądają prace poszukiwawcze.Gaz z łupków to jeden ze strategicznych kierunków prac poszukiwawczych PGNiG. Dotychczas wykonano łącznie 12 odwiertów poszukiwawczych gazu z łupków i sukcesywnie, zgodnie z przyjętym harmonogramem, rozpoczynają się wiercenia następnych. - Odwierty zakończone znajdują się w fazie analizy w celu oceny własności złożowych oraz możliwości produkcyjnych. Ponadto prowadzimy kompleksową analizę wraz z wynikami innych prac już wykonanych na sąsiednich odwiertach - dodaje Olczyk.

d3kt9ik

Nie da się bez biurokracji?

Z kolei Władysław Mielczarski, profesor dr hab. inż. Elektroenergetyk z Politechniki Łódzkiej, członek Europejskiego Instytutu Energii, zauważa, że to nie jest problem stawki podatku. W wielu krajach, np. Norwegii te stawki są znacznie większe. Ale firmy zanim zaczną płacić daniny mogą odliczyć sobie wszystkie koszty. Trzeba bowiem też pamiętać, że w trakcie poszukiwań geologicznych ryzyko niepowodzenia jest bardzo duże.

- Diabeł tkwi w szczegółach. Sytuacja wygląda tak, że aby zmniejszyć ryzyko, to firmy zajmujące się wydobyciem muszą mieć możliwość odliczenia wszystkich kosztów i to w rachunku ciągnionym. Czyli jeżeli firma nie jest w stanie w tym roku odliczyć kosztów, to te koszty nie przepadają, tylko odlicza je sobie w kolejnym roku. Czyli to musi być sytuacja taka, że podatek zaczynamy naliczać w momencie, kiedy on osiąga realne zyski - zauważa prof. Mielczarski.

Profesor dodaje, że inaczej możemy te firmy bardzo zniechęcić. Przy odpowiednim podejściu fiskalnym, przejrzystości zasad, stawka ma drugorzędne znaczenie. Z resztą same firmy też narzekają na biurokrację. Nowe przepisy zmuszą je do prowadzenia specjalnej ewidencji podatkowej. Do tego zamiast umieścić wszystkie przepisy w jednym dokumencie rozbija się je na trzy ustawy.

d3kt9ik

Podziel się opinią

Share
d3kt9ik
d3kt9ik