Qaqwqwrqw
grzyby

Polska grzybową potęgą. Na nóżkach i kapeluszach można zarobić nawet kilkanaście tysięcy złotych

Pieczarki z Polski są znane na całym świecie, jesteśmy jednym z największych w Europie producentów. Ale mało kto wie, że równie cenione są polskie grzyby leśne – bo wszyscy lubią je jeść, ale tylko my chcemy i umiemy je zbierać.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Marcin, 30-latek z południa Polski, na grzybach zarabia nawet 20 tysięcy zł.
Marcin, 30-latek z południa Polski, na grzybach zarabia nawet 20 tysięcy zł. (Fotolia, Fot: Ivan Kmit)
Qaqwqwrqw

W wielu europejskich krajach po prostu nie zbiera się grzybów, nie ma w nich takiej tradycji. W Niemczech, do których trafia lwia część polskich zbiorów, każdy grzybiarz może wynieść z lasu ledwie kilogram grzybów. Podobnie jest w innych europejskich krajach. I w zasadzie trudno dociec dlaczego. Tony grzybów koszonych przez polskich grzybiarzy nie umniejszają bogactwa naszych lasów, identycznie byłoby w innych krajach.

– Kilo czy dwa to za mało nawet na własne potrzeby – śmieje się Marcin, 30-latek z południa Polski. Można go nazwać profesjonalnym grzybiarzem. Kiedy mówi, ile można na tym zarobić, ludzie uśmiechają się z niedowierzaniem. A jednak w sezonie, trwającym trzy miesiące, wyciąga nawet 15 – 20 tysięcy złotych na tym, co wyniesie z lasu.

Zobacz także: Wyrywanie i zbieranie chronionych gatunków. Na grzybach możesz dostać mandat

Qaqwqwrqw

Marcin przez większą część roku pracuje za granicą. Zarabia świetne jak na polskie warunki pieniądze. Co roku robi sobie „studenckie” wakacje i pomaga rodzinie w pracy na roli. A na dodatek zbiera grzyby.

– Oczywiście każdy pyta, ile na tym można zarobić. Dużo – w sierpniu i lipcu spokojnie można wyciągnąć od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. To oczywiście nie jest reguła, wszystko zależy od pogody i urodzaju. Grzyby nie lubią zbytnich upałów i za dużego deszczu. No i to nie jest robota dla każdego – mówi nam.

Na czym polega sukces w zbieraniu grzybów?

Qaqwqwrqw

– Są ludzie, którzy zbierają dla siebie – mają swoje miejsca, czerpią z tego przyjemność, mają potem własne przetwory. Są też osoby, które zbierają cokolwiek, żeby zanieść do skupu i mieć parę złotych dla siebie, dla rodziny – mówi.

Bo do zbierania grzybów potrzebne jest zdrowie i kondycja – co drugi dzień albo codziennie trzeba przejść po lesie kilka do kilkunastu kilometrów. Naschylać się podczas koszenia i na koniec przynieść wszystko do samochodu i jechać sprzedać.

Zobacz także: Mandaty dla grzybiarzy. Niezgodne z przepisami grzybobranie może sporo kosztować

– Ale przede wszystkim trzeba wiedzieć, gdzie rosną jakie grzyby, gdzie jest ich wysyp. I są to bardzo różne miejsca, które mają jedną wspólną cechę – są trudno dostępne. Albo są daleko od szlaków i dróg, albo tuż przy nich, ale na stromych zboczach. Czasem wystarczy przejść się godzinkę wokół domu, czasem jechać w górę i przebijać się przez las. Jak nie wiesz, gdzie rosną, to nie masz szans na zarobek – opowiada nam Marcin.

Qaqwqwrqw

Na dowód swoich słów pokazuje na smartfonie zdjęcia swoich zbiorów. To dziesiątki kilogramów prawdziwków. Innych grzybów nie zbiera, bo mu się to po prostu nie opłaca.

Jedną sprawą jest znalezienie grzybów. Drugą – znalezienie osób, które je kupią. Zawsze można jechać do skupu i Marcin czasami tak robi. Jednak przede wszystkim stawia na własnych odbiorców. To osoby handlujące na targowiskach, restauracje w większych miastach oraz gospodarstwa agroturystyczne sprzedające swoje wyroby, również przez internet.

To dużo bardziej opłacalne niż zawiezienie grzybów do skupu. Tam za kilogram prawdziwków można dostać ok. 10 złotych. Na targowisku – 5 razy więcej. A cena suszonych grzybów jest jeszcze bardziej atrakcyjna – sięga 400 złotych za kilo.

– Wyrobienie tych kontaktów trwało dość długo, w zasadzie kilka lat. Przekonanie menedżerów restauracji, że jesteś im w stanie dostarczać duże ilości odpowiednich grzybów, nie było łatwe. Na szczęście od kilku lat mamy powrót do tradycji i ludzie kupują grzyby w każdej postaci – mówi nam zbieracz.

Qaqwqwrqw

Zobacz także: Gdzie na grzyby? Oto grzybowa mapa Polski. Tu masz największe szanse na duże zbiory

Niespecjalnie interesuje się tym, co dzieje się dalej z zebranymi przez niego grzybami. Ale wie, że sporo kupują turyści, również z Niemiec. To ciekawe, że naród, który generalnie grzybów nie zbiera, lubi je jeść. Skupy runa leśnego – których Marcin unika – zapewniają zdecydowaną większość zapotrzebowania zachodu Europy. Według ekspertów branży, nawet 90 proc. grzybów sprzedawanych w Niemczech czy Francji pochodzi z Polski. Docierają tam głównie w formie mrożonek, za pośrednictwem dziesiątek czy setek firm eksportowych.

Rocznie wyjeżdża z Polski ponad 20 tysięcy ton grzybów. To naprawdę dużo – weźmy pod uwagę, że w tym samym czasie eksportujemy grubo ponad 200 tysięcy ton pieczarek, a w tym segmencie jesteśmy europejskim potentatem. Dziesięciokrotnie mniejsza ilość grzybów leśnych to i tak zaskakująco duży wolumen.

Suszone dla rodaków

Qaqwqwrqw

Marcin sprzedaje grzyby zarówno świeże, jak i suszone. Te drugie idą głównie zimą, zwłaszcza przed świętami, ale wtedy już nie on zajmuje się sprzedażą – jest w pracy za granicą. Ale przygotowuje je do sprzedaży – w rodzinnym domu na okrągło chodzi kotłownia, która świetnie nadaje się do suszenia wręcz przemysłowych ilości grzybów.

Zdradza też więcej tajników swojej sieci dystrybucji.

– U nas na wsi i w całej okolicy wszyscy się znają i ze sobą współpracują. Jeden robi sery, inny sprzedaje wiejskie jaja, jeszcze inni handlują rękodziełem. Każdy sobie pomaga, sprzedaje też produkty znajomych i sąsiadów. Wszyscy zyskują i nikt nie narzeka. I jeden drugiego nie oszuka, bo byłby spalony w całej okolicy – tłumaczy.

W ten sposób można zarobić najwięcej, omijając przy okazji opodatkowane formy dystrybucji. Cóż, na tej części handlu owocami runa leśnego państwo nie zarobi. Ale budżet odbija to sobie na legalnym eksporcie. Trzeba też pamiętać, że tak profesjonalnych zbieraczy jak Marcin wcale nie ma wielu. To wymaga poświęcenia dużej ilości czasu i perfekcyjnej znajomości okolicy, w której się mieszka. Tego trzeba uczyć się od dziecka.

– Jeszcze jedna ważna sprawa. Ja tego nie traktuję jak pracy, to nie jest dla mnie kwestia przeżycia. Lubię zbierać grzyby, lubię ich zapach, lubię je jeść. To jest w dużej mierze frajda i przyjemność, odpoczynek dla głowy. Zasuwasz po lesie, robisz to, co lubisz, a na dodatek możesz zarobić naprawdę przyzwoite pieniądze. Najlepsza rzecz na świecie – twierdzi nasz rozmówca.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Finanse
Qaqwqwrqw
Qaqwqwrqw