Trwa ładowanie...

Odwiedziłam 10 budek z kebabem. W 9 punktach nie chcieli nawet powiedzieć, co kryje się w mięsie

A gdyby tak sprawdzić nowe narodowe danie Polaków? - pomyślałam. I wybrałam się w kebabową podróż po Warszawie. Na 10 budek tylko jedna ujawniła składniki mięsa. I szczerze wam powiem, że wolałam tego składu jednak nie poznawać.

Share
Odwiedziłam 10 budek z kebabem. W 9 punktach nie chcieli nawet powiedzieć, co kryje się w mięsie
Źródło: WP.PL, fot: Agata Wołoszyn
d2zfadi

Oto #HIT2019. Przypominamy najlepsze materiały mijającego roku.

W ciągu ostatnich kilkunastu lat kebab stał się jednym z ulubionych dań Polaków. Oryginalna turecka potrawa powinna składać się z mięsa baraniego - ale z uwagi na jego wyższą cenę i preferencje smakowe Polaków - w naszym kebabie dominuje wołowina lub kurczak. Tak przynajmniej głoszą napisy na budkach.

Zastanawiałam się więc, czy te wielkie rożna rzeczywiście zawierają mięso czy też wyrób mięsopodobny. Przed moją "wycieczką" po budkach z kebabem zwróciłam się z tym pytaniem do Agnieszki Majchrzak z biura prasowego Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. - Wykaz składników musi być podany obowiązkowo, np. na ladzie. Konsument musi wiedzieć, ile jest cielęciny w kebabie cielęcym. Nie jest wymagana informacja o kraju pochodzenia mięsa, ale miejsce produkcji bloku kebabowego musi się pojawić (np. zakład X w Garwolinie) - skomentowała.

Moją wyprawę po punktach z kebabami zaczęłam od małych budek w okolicach Dworca Centralnego. W większości tych miejsc sprzedawcy nie kryli zdziwienia, kiedy zapytałam o skład. Kilka razy usłyszałam, że nigdy nikt nie zadał im tego pytania, bo przecież "mięso to mięso".

Obejrzyj: Ketchupy smakowe - hit czy profanacja?

W trzech pierwszych budkach usłyszałam podobne odpowiedzi. - Rano przywożą do nas ten duży blok mięsny i on ma nalepkę, ale odpakowujemy i to wyrzucamy, więc nie mamy tego. Nie przypuszczałam, że ktoś może w ogóle o to pytać - odpowiadali sprzedawcy.

d2zfadi

- To jest zwykłe mięso z kurczaka, nic tam więcej nie ma, my to potem sami przyprawiamy - zapewniali mnie zza lady. Oczywiście w żadnym wypadku nie kwestionuje tych odpowiedzi, bo może rzeczywiście ten blok mięsny w 100 proc. składa się z mięsa, tylko problem w tym, że ja jako konsument chciałabym to sprawdzić.

Nie udało się, więc drążyłam dalej, pytając chociaż o listę alergenów. - Nie, niestety nie mamy tego, ale gluten jest na pewno, więc jak jest pani uczulona, to proszę nie brać - odpowiedziała jedna sprzedawczyni. W takim razie ludzie z alergiami i nietolerancjami pokarmowymi nie wiedzą, czy mogą spokojnie zjeść w takich miejscach. Mieliście podobne przypadki? Wyślijcie je do mnie przez platformę #dziejesie.

WP.PL
Źródło: WP.PL, fot: Agata Wołoszyn

W innej budce oprócz kebabów były również zapiekanki, hot dogi i hamburgery. Rożna z mięsem nie było, dlatego zapytałam, czego mam się spodziewać po tym daniu. Pani odpowiedziała, że mięso kupuje w hurtowniach już pokrojone, ale nie ma opakowania ani etykiety, bo wyrzuciła. Mogę się tylko domyślać, co się w nim kryło.

d2zfadi

Kolejny punkt z kebabem, który odwiedziłam, znajdował się w centrum handlowym. Przy kasie wisiała lista alergenów. Plus dla nich. A skład? - My nie zdradzamy receptury - odparł jeden z przygotowujących dania panów. I serio - nie był to żart. Jak się okazuje, skład kebabu to w tej sieciówce pilnie strzeżona tajemnica. Szkoda tylko, że to niezgodne z prawem.

Oddaliłam się od centrum i wstąpiłam do kolejnych kebabowych budek. - My to mięso sami robimy na miejscu - powiedziała zdenerwowana ekspedientka. Poczułam się winna, że w ogóle pytam. Swoją drogą, co znaczy "robić mięso na miejscu"?

W innej budce sprzedawczyni pokazała mi fakturę, na której widniała nazwa bloku mięsnego, ale po składnikach ani śladu. Powiedziałam wprost, że powinni mieć takie informacje, bo jestem konsumentem i chcę wiedzieć, co kupuję. - Nie mamy i już - usłyszałam od zirytowanej moim pytaniem pani.

d2zfadi

W dwóch punktach miałam problem z porozumieniem się po polsku, więc rozmowa ze sprzedawcami odbywała się po angielsku. Efekt? Ponownie brak składników i wykazu alergenów.

WP.PL
Źródło: WP.PL, fot: Agata Wołoszyn

Na koniec odwiedziłam jedną z popularnych sieciówek serwujących kebaby. Udało mi się dostać zarówno listę alergenów, jak i "książeczkę" z wydrukowanym składem wszystkich serwowanych dań. Byłam pod wrażeniem i moja wiara w tego typu miejsca została przywrócona. Szybko jednak skład potraw ostudził moje emocje. W mięsie wołowym - mięsa było tylko 65 proc. Na drugim miejscu 12 proc. tłuszczu wołowego, a potem 6 proc. mięsa oddzielonego mechanicznie… z kurcząt! Reszta to wypełniacze, wzmacniacze smaku, aromaty i inne niezachęcające do konsumpcji składniki.

WP.PL
Źródło: WP.PL, fot: Agata Wołoszyn

Nie pozostałam obojętna wobec moich odkryć. Poinformowałam Inspekcję Handlową o tym, że w wielu budkach z kebabem nie można dowiedzieć się, co jest w składzie sprzedawanych tam dań. Mam nadzieję, że w przyszłości podejmą tam kontrolę, bo jako konsumenci powinniśmy wiedzieć, co kupujemy.

d2zfadi

Podziel się opinią

Share
d2zfadi
d2zfadi